Szczerze mówiąc, kiedy usłyszałem zdanie:
„ze skrzydłami trzeba się urodzić”,
coś we mnie się zbuntowało.
Bo ono brzmi jak wyrok. Jak pieczątka przyłożona na czole dziecka, nastolatka, dorosłego. Masz. Nie masz. Polecisz. Zostaniesz. A ja od lat widzę ludzi z bliska.
Bez metafor. Bez motywacyjnych plakatów. Widzę ich zmęczenie, wstyd, cichą rozpacz.
I wiem jedno: ogromna część z nich uwierzyła, że skrzydeł nie ma. Bo ktoś im
to powiedział. Albo dał odczuć. Albo nigdy nie nauczył, że można je budować.
Prawda jest mniej romantyczna, ale dużo bardziej ludzka. Skrzydła to proces. Nie rodzimy się z wiarą w siebie. Rodzimy się z potrzebą bycia widzianym. Dziecko nie myśli: „jestem silne”. Ono sprawdza to w oczach dorosłych.
W tonie głosu. W tym, czy ktoś mówi: „widzę, że próbujesz”, zamiast:
„znowu nie umiesz”.
Jeśli emocje dziecka są bagatelizowane, jeśli słyszy: „nie przesadzaj”, „nie płacz”,
„inni mają gorzej”, to bardzo szybko uczy się jednego: że jego wewnętrzny świat
nie jest bezpieczny.
A bez bezpieczeństwa nie ma skrzydeł. Jest napięcie. Jest czujność. Jest przetrwanie.
Potem przychodzi dorastanie. Ciało rośnie szybciej niż poczucie wartości.
Emocje zalewają jak fala, a świat zamiast uczyć pływać, często krzyczy z brzegu: „weź się w garść”.
I znowu nie rodzi się skrzydło. Rodzi się wstyd. Porównywanie się. Udawanie kogoś innego.
Dorosłość?
To często zbiór ludzi, którzy świetnie funkcjonują z zewnątrz i kompletnie nie wiedzą, co zrobić z tym, co w środku. Praca. Role. Odpowiedzialność. I to ciche pytanie zadawane nocą: „czy ja w ogóle mogę jeszcze polecieć, czy już za późno?”
Nie…..Nie jest za późno.
Ale trzeba powiedzieć to jasno, bez lukru. Skrzydła nie wyrastają od myślenia pozytywnego.One rosną tam, gdzie człowiek ma prawo do emocji. Do słabości.
Do bycia niedoskonałym. Dbanie o psychikę to nie luksus. To fundament.
To umiejętność nazywania tego, co się czuje. To zgoda na pomoc. To uczenie się granic. To odwaga, by przestać grać rolę, która niszczy od środka.
Czasem skrzydłem jest terapeutyczna rozmowa.Czasem jedno zdanie usłyszane
po latach: „to, co czujesz, ma sens”. Czasem decyzja, że przestaję się katować za to, kim nie jestem, a zaczynam troszczyć się o to, kim jestem naprawdę.
Największym kłamstwem naszych czasów jest przekonanie, że silni są tylko ci, którym wszystko przychodzi łatwo. Prawda jest inna. Najmocniejsze skrzydła mają ci, którzy składali je z kawałków. Z porażek. Z upadków. Z rozmów, które bolały, ale ratowały.
Więc kiedy ktoś mówi: „ze skrzydłami trzeba się urodzić” ,ja odpowiadam spokojnie: nie. Ze skrzydłami trzeba być traktowanym jak człowiek.A potem nauczyć się
je budować. W swoim tempie. Na własnych zasadach.
Jeśli czytasz to teraz i myślisz: „ja ich nie mam” ,to może po prostu nikt Cię jeszcze
nie nauczył, że wolno Ci je mieć.
Dziecko nie potrzebuje idealnych rodziców. Potrzebuje wystarczająco dobrych dorosłych. Takich, którzy nie boją się emocji. Ani swoich, ani cudzych. Bo jak dziecko ma uwierzyć w swoje możliwości, skoro widzi, że dorosły ucieka przed własnym smutkiem, złością czy bezradnością?
Tu nie chodzi o wielkie rozmowy. Chodzi o codzienne mikrokomunikaty:
„Widzę, że Ci trudno.” „Masz prawo tak się czuć.” „Nie musisz być dzielny cały czas.”
To są pierwsze pióra. Bez nich nie poleci nikt. Wielu dorosłych nie ma skrzydeł,
bo całe życie trzymali je złożone. Byli „silni” .Ogarniali. Ratowali innych. Aż w którymś momencie coś w nich cicho pękło.
Bez dramatu. Bez fajerwerków. Po prostu któregoś dnia zabrakło siły, sensu, oddechu.
I wtedy pojawia się wstyd. Bo przecież „inni mają gorzej”. Bo przecież „zawsze dawałem radę”. To nie była siła. To było przetrwanie. Odbudowa skrzydeł w dorosłości bywa bolesna. Bo trzeba zobaczyć, gdzie je złamano. Kto je podciął. A czasem… gdzie sami nauczyliśmy się je składać, żeby nie bolało.
Dbanie o psychikę to akt odwagi. Niesłabości. Odwagi. Czasem skrzydłem jest rutyna. Czasem jedna relacja. Czasem sens bardzo codzienny: „mam po co wstać”,
„ktoś na mnie czeka”.
I wiesz co jeszcze? Nie każdy musi latać wysoko. Niektórzy chcą po prostu stać stabilnie na ziemi. I to też jest wygrana.
Bo skrzydła nie są po to, żeby uciec od życia. One są po to, żeby je unieść, gdy robi się ciężko.
Na początku było zdanie: „ze skrzydłami trzeba się urodzić”.
Dziś widać wyraźnie, jak bardzo ono jest niepełne. Bo pomija to, co najważniejsze: człowieka w procesie. Człowieka w relacji. Człowieka w historii.
Nie rodzimy się ze skrzydłami. Ale rodzimy się z możliwością, by je kiedyś zbudować.
A reszta…to już kwestia tego, czy pozwolimy sobie być człowiekiem.
Naprawdę.
z serdecznością Przemek