Przejdź do treści
Home » Blog » „Rodzice nauczyli nas chodzić po ogniu. Teraz my uczymy dzieci, że nie muszą się w nim spalać, żeby zasłużyć na miłość.”

„Rodzice nauczyli nas chodzić po ogniu. Teraz my uczymy dzieci, że nie muszą się w nim spalać, żeby zasłużyć na miłość.”

Znalezione w sieci na fb, autor AKADEMIA UCZUĆ……….‼️

POKOLENIE ŻELAZNYCH LUDZI ODCHODZI, ABY ZROBIĆ MIEJSCE DLA POKOLENIA LUDZI Z KRYSZTAŁÓW

To pokolenie, które samo nie studiując, wykształciło swoje dzieci. Mimo braku prawie wszystkiego, nigdy nie pozwoliło, aby w domu zabrakło wszystkiego co potrzebne. Pokolenie, które nauczyło swoje dzieci wartości, zaczynając od miłości i szacunku. Ludzie, którzy bez problemy żyli bez wielkich luksusów odchodzą, nie czując się tym sfrustrowani. Ci, którzy pracowali w bardzo młodym wieku i nauczyli nas wartości rzeczy, a nie ich ceny. Ci, którzy przeszli tysiąc trudności umierają i nigdy się nie poddając nauczyli nas, jak żyć z godnością. Ci, którzy po życiu pełnym poświęcenia i ciężkiej pracy odchodzą z upracowanymi rękoma, ale z podniesionymi głowami.
Umiera pokolenie, które nauczyło nas żyć bez strachu.
Pokolenie, które dało nam życie, powoli znika.

https://www.facebook.com/akademiauczucpl?cft[0]=AZU0zZ4YM1fpOplXrU5bmxxn5k3jzPFiVjOZ332LyLcsUfhKNDvcRToprYOt4m-LS4MStxiFeMMEbD8-54ReKfZFjbkZTgqu-19CR0TpLOOP5sKLVRGaEKLLgrmOUH9NAqVv-MePqF6chfcat7QFY8i-f6Ab6-Pv10vqyAvnVMccYMgdR8dXrgZEoH9135AWSI0&tn=-UC%2CP-R

Piękny i przejmujący tekst, to hołd dla tych, którzy nie krzyczeli, ale dźwigali. Teraz, z pełnym wyczuciem MOJEJ tożsamości – jako ojca, psychologa, suicydologa – przedstawiciela pokolenia żelaza, napisałem odpowiedź, która rezonuje zarówno z refleksyjnością, jak i z głosem pokolenia dzisiejszych młodych, tak często nazywanego „kruchym”, choć niesłusznie.

TAK, ODCHODZI POKOLENIE ŻELAZA. I WIDZĘ TO KAŻDEGO DNIA.

Widzę to w oczach mojego dziecka, które patrzy na świat zupełnie inaczej niż ja.

Nie z podejrzliwością, jak my – tylko z pytaniem: czy mogę być sobą?

Nie z lękiem przed błędem – tylko z głodem sensu. Nie z poczuciem obowiązku, tylko z potrzebą autentyczności.

Nie z zaciskaniem zębów, tylko z pragnieniem, żeby ktoś w końcu zapytał: czy Ci nie za ciężko? czy Ty w ogóle chcesz iść tą drogą?

Jestem z pokolenia, które milczało. Które ból chowało w pięści, a łzy w rękawach roboczych kurtek. Z pokolenia, dla którego przeżycie było sukcesem, a „czucie” – luksusem, na który nie było czasu. Nie mówiliśmy o emocjach. Wstydziliśmy się wrażliwości.

Uczyliśmy się, że trzeba być twardym – nawet, jeśli to oznaczało zamarznięcie od środka.

A dziś?

Dziś jako ojciec i psycholog w szkole patrzę w oczy młodym ludziom, którzy nie chcą powtarzać naszej drogi. Oni nie chcą umierać po cichu w imię lojalności wobec zasad, które łamią duszę. Oni chcą rozmawiać. Chcą czuć. Chcą przynależeć.

A my, ich rodzice i wychowawcy – często tego nie rozumiemy. Bo jak zaakceptować, że ktoś rezygnuje z sukcesu, żeby się ratować psychicznie?

Jak pojąć, że ktoś nie chce być silny, tylko chce być wolny od przemocy oczekiwań?

To, co my nazywaliśmy kruchością, jest dziś nowym alfabetem siły. To, co nas uczono tłumić – oni uczą się wypowiadać. Nie w walce. W relacji. W dialogu.

Choć często mylą się, krzyczą, zamykają w sobie – oni próbują mówić prawdę o świecie, który my próbowaliśmy przemilczeć.

I wiesz co?

Trudno mi to czasem zrozumieć. Ale uczę się. Bo może właśnie to jest dziedzictwo pokolenia żelaza – nie tylko to, że przetrwaliśmy.

Ale że teraz możemy być świadkami tego, jak rodzi się coś innego: pokolenie, które nie chce tylko przeżyć – chce żyć naprawdę.

Więc jako ojciec i psycholog mówię:

Nie nazywajcie ich słabymi tylko dlatego, że płaczą. Nie oceniajcie ich, jeśli nie chcą już dźwigać świata, który im zostawiliśmy.

Może ich krzyk to nie bunt. Może to wołanie o świat, w którym nie trzeba już udawać, że wszystko jest w porządku.

„Rodzice nauczyli nas chodzić po ogniu. Teraz my uczymy dzieci, że nie muszą się w nim spalać, żeby zasłużyć na miłość.”

z serdecznością Przemek Suicydolog | Psycholog | Człowiek

2 komentarze do “„Rodzice nauczyli nas chodzić po ogniu. Teraz my uczymy dzieci, że nie muszą się w nim spalać, żeby zasłużyć na miłość.””

  1. Przeczytałam ten tekst kilka dni temu. Jednak nieustannie “dzwoni” mi w uszach. Pamiętam moją pierwszą myśl. Tak jestem słaba. Choć uczono mnie pozoru, duszenia w sobie, nie pokazywania, czasami pękam.
    A potem piszesz że bycie słabym to nie porażka. O matko. Jakby mi ktoś “przywalił”. Naprawdę? Ale jak to możliwe?

    Dziś jestem mądrzejsza. Niby to wiem. Uczę siebie i dzieci że emocje są ważne i nie należy ich skrywać. Że ból nie jest oznaką słabości ale siły. I wiesz co? Nic z tego. Nie jestem autentyczna. Moje zachowanie i życie pokazuje absolutnie co innego. Dzieci mnie nie słuchają, obserwują. Niestety…

  2. Przemek_psycholog

    Ania,
    czytam Twoje słowa z poruszeniem, które nie cichnie – bo piszesz szczerze, prosto z miejsca, które zbyt często musi milczeć. I może właśnie dlatego Twój komentarz „dzwoni” również we mnie.

    Dziękuję Ci. Za to, że przeczytałaś. Za to, że wróciłaś. Za to, że odważyłaś się napisać.

    To, co napisałaś o „przywaleniu”, jest bardzo prawdziwe – bo czasami jedno zdanie uderza w mur, który latami budowaliśmy. I dobrze. Bo tylko to, co się skruszy, może zostać odbudowane na nowo.

    Bycie słabym to nie porażka.
    To często pierwszy objaw odwagi.
    A sprzeczność, o której piszesz – że mówisz jedno, a żyjesz inaczej – nie oznacza, że jesteś nieautentyczna. Ona oznacza, że jesteś… człowiekiem. W procesie. W ruchu. W pracy ze sobą.

    Dzieci, owszem, obserwują bardziej niż słuchają. Ale to nie znaczy, że jesteś dla nich przykładem porażki.
    Jesteś przykładem człowieka, który uczy się czegoś bardzo trudnego: łagodności wobec siebie. A tego dzieci też potrzebują się uczyć.

    Może nie z idealnej wersji Ciebie – ale z tej, która czasem pęka.
    Z tej, która się podnosi.
    Z tej, która wie, że warto próbować – nawet jeśli nie wychodzi.

    To wszystko, co napisałaś, zawiera w sobie cichą siłę.
    Dla mnie – jesteś kobietą, która już przekroczyła próg, który dla wielu jest nie do przejścia:
    Zobaczyła siebie. Usłyszała siebie. I pozwoliła sobie być prawdziwa.

    Jestem z Tobą – z całym szacunkiem dla Twojej drogi.
    Jeśli potrzebujesz – możesz napisać więcej. Nie musisz być sama z tym wszystkim.

    Z życzliwością i uważnością
    Przemek
    psycholog, suicydolog, człowiek, który wie, że czasem pęknięcia to wejścia światła

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *