Przejdź do treści
Home » Blog » „Nie mów mi o swoich czasach”

„Nie mów mi o swoich czasach”

O tym, jak dobre intencje potrafią zgubić relację i co możemy zrobić, żeby ją odzyskać

Są takie zdania, które brzmią jak troska… a działają jak zamknięcie drzwi.

„Za moich czasów…” Szczerze mówiąc to jedno z nich.

Nie dlatego, że jest złe samo w sobie. Tylko dlatego, co robi w drugim człowieku.

Między pokoleniami nie ma wojny. Jest niezrozumienie

Z perspektywy psychologii to nie jest konflikt o rację. To jest konflikt o doświadczenie świata. Badania pokazują jasno, relacja rodzic – dziecko nigdy nie jest „czysta”.
Rodzic wnosi do niej swoje dzieciństwo, swoje lęki, swoje sposoby radzenia sobie z emocjami.  

Jeśli był wychowywany w świecie, gdzie emocje były tłumione będzie miał tendencję, by je pomijać. Jeśli był uczony posłuszeństwa będzie oczekiwał go od dziecka.

I nagle spotykają się dwa światy. Rodzic, który mówi: „ja wiem, jak się żyje”.
I dziecko, które myśli: „ale nie w moim świecie”. I tu zaczyna się napięcie.

Problem nie leży w braku miłości. Tylko w języku

Jedna z ważniejszych rzeczy, które pokazują badania nad komunikacją w rodzinie,
jest prosta: relacja buduje się przez sposób mówienia i sposób słuchania.  

To nie tylko słowa. To ton, gest, pauza… albo jej brak. Rodzic mówi: „powiedz, co się dzieje”. Dziecko odpowiada: „nic”. I często na tym rozmowa się kończy.
Ale prawda jest taka: to „nic” to nie brak treści. To brak bezpiecznej przestrzeni.

Cisza to też komunikat

W tekście jest zdanie, które trafia w sedno: „nie umiałem słuchać ciszy”

I to jest dokładnie to. Psychologia mówi o relacji jako o procesie dwukierunkowym dialogu, nie monologu. Dziecko od początku życia komunikuje się nawet zanim nauczy się mówić.

Ale jeśli przez lata jego sygnały były ignorowane, poprawiane, „naprawiane”
to ono uczy się jednego: milczenie jest bezpieczniejsze niż mówienie.

Brak rozmowy ma realne konsekwencje

To nie jest tylko kwestia emocji. Badania pokazują coś bardzo konkretnego jakość komunikacji między rodzicem a dzieckiem wpływa na rozwój mózgu i zachowania
w dorosłości.  

Lepsza komunikacja = większa odporność psychiczna. Gorsza komunikacja = większe ryzyko zachowań destrukcyjnych.

Mówiąc brutalnie… To, czy dziś słuchasz swojego dziecka, może mieć wpływ na to, jak ono będzie radzić sobie z życiem za 10–15 lat.

Czasem chcemy dobrze… tylko robimy odwrotnie

Powiem coś, co wielu rodziców może zaboleć. Czasem bardziej zależy nam na tym, żeby nauczyć dziecko życia… niż żeby je zrozumieć. Dajemy rady, bo chcemy uchronić. Mówimy „ja wiem lepiej”, bo chcemy skrócić jego drogę. Ale dziecko nie potrzebuje skrótu. Potrzebuje towarzysza.

Bliskość zaczyna się od jednego zdania

W mojej piosence jest moment przełomu: „Nie chcę już być tym, który wie lepiej chcę być tym… do którego wracasz” I mam wrażenie, że to jest najważniejsze zdanie w całym tekście. Bo ono zmienia wszystko. Z pozycji „nad” – na pozycję „obok”.

A badania nad relacją rodzic dziecko pokazują jasno: to właśnie poczucie bezpieczeństwa i bycia widzianym buduje zdrową tożsamość i zdolność do relacji w dorosłości.  Nie kontrola. Niewiedza. Bliskość.

Może nie chodzi o to, że nie rozumiemy…

Tylko że za rzadko próbujemy. To zdanie z Twojego outro… jest jak cichy rachunek sumienia: „może nie chodziło o to, że Cię nie rozumiałem tylko o to, że za rzadko próbowałem” I tu już nie ma teorii. Jest życie.

Na koniec bardzo prosto ….

Nie musisz znać świata swojego dziecka. On naprawdę jest inny. Ale możesz zrobić coś ważniejszego. Zamiast mówić: „za moich czasów…” spróbuj powiedzieć: „opowiedz mi o swoich”.

I potem… wytrzymaj ciszę. Powiedz mi szczerze…czy łatwiej jest Ci tłumaczyć świat dziecku, czy naprawdę go słuchać?

z serdecznością Przemek