jestem Tym, który przynosi przecinek, zanim zapadnie kropka.”
Wiedźmin światła. Opowieść z gabinetu granicznego
Nie mam miecza. Nie wypowiadam zaklęć. Nie noszę medalionu w kształcie wilka.
Ale każdego dnia wchodzę tam, gdzie niewielu ma odwagę spojrzeć.
Zbieram oddechy ludzi, którzy nie mają już siły oddychać.
Zdejmuję z ramion cudzy wstyd, jakby był zbroją z ołowiu.
Słucham. Tak naprawdę słucham — tych, którzy mówią, że nie chcą już żyć.
Nie przerywam im. Nie mówię: „Będzie dobrze.” Bo wiem, że może nie być.
Nie jestem bohaterem.
Jestem człowiekiem, który zostaje.
Gdy ktoś mówi: „Nie chcę się jutro obudzić”, nie uciekam wzrokiem.
Patrzę.
Z całym ciężarem tej obecności.
I choć sam nie jestem nietykalny, choć moje ręce czasem drżą,
to właśnie one podnoszą tych, którzy upadli głębiej niż ktokolwiek chciałby się przyznać.
Nie każę im się zbierać w sobie. Nie nakazuję siły.
Przynoszę przecinek.
Ten, który zatrzymuje myśl przed ostateczną kropką.
Bo wiem jedno: czasem jeden człowiek może stanowić granicę między życiem a śmiercią.
Nie metaforycznie. Dosłownie.
Kiedy mówię: „Rozumiem Cię, zostaję z Tobą”,
to nie są słowa z podręcznika.
To jest mój miecz i moja tarcza.
To moja walka. Jestem wiedźminem światła. Nie dlatego, że pokonuję potwory.
Ale dlatego, że je widzę. W ludziach. W systemie. W sobie.
W moim gabinecie nie ma potworów spod łóżka.
Są tylko ci, którzy za długo byli sami w ciemności.
Których nikt nie słyszał, gdy krzyczeli bezgłośnie.
Którzy tak długo nie byli ważni, że zaczęli znikać.
Zawsze wtedy pytam:
“A jeśli dziś nie chodzi o to, żeby wszystko naprawić… tylko o to, żeby nie być samym w tej rozsypce?”
I zostaję. Bo przecinek to nie jest koniec.
To pauza na oddech. Na człowieka. Na życie.
Dla tych, którzy patrzą
Jeśli to czytasz i jesteś kimś, kto staje obok drugiego człowieka w jego bezsilności —
jesteś jednym z nas. Nie musisz mieć peleryny. Nie musisz mieć odpowiedzi.
Musisz tylko mieć odwagę patrzeć.
Nie po to, by ocenić. Ale po to, by zostać.
I być przecinkiem, zanim przyjdzie kropka.
Przemek – z rodu i nadania
Ciekawe co na to prawdziwy Wiedzmin :):):)…
Ale…
Myślę, że byłby dumny :).
Mam okazję obserwować Cię w Twojej pracy od dawna. Czasami zstanawiam się, skąd w Tobie te niewyczerpywalne pokłady empatii, wiecznego doszukiwania się w ludziach dobra, gdzie bierze swój początek ta niekończąca się potrzeba pomagania człowiekowi w dołku, kryzysie. Skąd czerpiesz do tego wszystkiego siłę?
Otarty na drugiego człowieka, tak po prostu dobry, z sercem na dłoni.. Gotowy podjąć się każdego wyzwania. Skromny i pokorny wobec życia.
Tak jesteś współczesny Wiedzminie. I nie pozwól, aby ktoś Ci to odebrał, bo to Twoja tarcza i miecz.