Przejdź do treści
Home » Blog » Nie musisz być silny zawsze.

Nie musisz być silny zawsze.


O cichym umieraniu mężczyzn.

Szczerze mówiąc – piszę to, bo widzę za dużo mężczyzn, którzy w milczeniu umierają na stojąco.

Umierają w garniturach. W dresach. W mundurach. W koszulach w kratę. Umierają, choć jeszcze oddychają.

Wielu z nich straciło ojca wcześnie. Ja również tego doświadczyłem. Niektórzy dosłownie przez nagłą śmierć, wypadek, chorobę, odchodzenie, które zostawia pustkę większą niż jakikolwiek testament.

Inni stracili ojca, choć ten ciągle żył – bo był zbyt zajęty własnym cierpieniem, alkoholem, nieobecnością. Bo patrzył, ale nie widział. Bo dotykał, ale nie czuł.

I wtedy rodzi się w chłopcu coś potwornie cichego.

Jakby ktoś szeptał mu do ucha: „Nie możesz być ciężarem.” „Nie możesz płakać.”

„Musisz być silny. Ktoś musi ogarnąć to wszystko.”

I tak chłopiec, który powinien się przewracać na rowerze i wracać z rozbitymi kolanami do kogoś, kto go przytuli – zaczyna stać się mężczyzną o skórze grubej jak stary kabel wysokiego napięcia.

Tylko że ta grubość to nie siła. To mur.

Zaczynasz nosić wszystkie torby.

Podnosić każdy problem.

Wycierać łzy innych – a swoje połykasz, żeby nikt nie widział.

Stajesz się tym, który „da radę”, bo przecież zawsze dawałeś.

Ale w nocy…

W nocy, kiedy nikt nie patrzy, kiedy nie trzeba już być silnym – kładzie się obok Ciebie ta sama cisza.
Ta, która miała być Twoim schronieniem, a staje się więzieniem. Wiesz, co jest w tym najbardziej bolesne? Że choć chronisz wszystkich, sam nie masz gdzie pójść. Choć trzymasz świat w dłoniach, nie masz komu oddać swojego zmęczenia.

Nie ma kto powiedzieć:

„Już dobrze. Nie musisz dziś nikogo ratować. Dziś możesz być po prostu człowiekiem.”

Zamiast tego zostajesz „pomagaczem”. Zastępczym ojcem. Strażnikiem emocji innych ludzi.

Jakbyś był wiecznym płaszczem, który ogrzewa, ale sam marznie od środka.

Czasami widzę tych mężczyzn – na szkoleniach, w miejscu pełnienia służby lub w pracy i jadąc autobusem.

Mają twarze pełne historii, których nikt nie chciał słuchać. Mają ramiona, które dźwigają więcej niż ciężkie walizki. Mają serca – cholernie piękne, cholernie samotne.

Szczerze mówiąc…

Podziwiam Was.

Ale też chcę Wam powiedzieć: nie musicie tak dłużej. Nie musicie być jedyną latarnią na tym rozszalałym morzu. Nie musicie być zbiornikiem na czułość dla innych, jeśli sami nigdy nie doświadczyliście jej w pełni.

Nie musicie być ojcem dla wszystkich, jeśli nigdy nie mieliście własnego. Czasami najbardziej odważnym aktem nie jest trzymanie kogoś za rękę, ale wyciągnięcie swojej. Nie ratowanie świata, ale pozwolenie, by ktoś dotknął Twojego smutku.
Nie udawanie niezniszczalnego, ale przyznanie, że w środku jesteś miękki jak mokry piasek po burzy.

Bo wiesz…

Nawet skały mają pęknięcia. Nawet góry płaczą, kiedy spływa po nich deszcz. I Ty też możesz.

A Ty?

Co zrobiłeś z tą samotnością w sobie?

#NieMusiszByćSilnyZawsze #MężczyznaTeżCzuje #SamotnośćPodSkórą

Przemek – człowiek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *