Przejdź do treści
Home » Blog » Elementor #2603

Elementor #2603

Czasem inspiracja do napisania tekstu przychodzi z miejsc, których człowiek
się nie spodziewa.

Nie z konferencji naukowej. Nie z podręcznika psychologii. Nie z kolejnych badań dotyczących zachowań samobójczych. Czasem przychodzi z rozmowy.

Z refleksji studenta. Z piosenki zasłyszanej gdzieś pomiędzy codziennym pośpiechem a chwilą zadumy.

Kilka dni temu jedna z moich studentek napisała o utworze „Most Brookliński” zespołu Stare Dobre Małżeństwo. Opowiadała o tym, jak ta piosenka zatrzymuje człowieka. Jak zmusza do myślenia o samotności, tęsknocie, poszukiwaniu sensu i własnej drodze.

Czytałem jej słowa i przypomniałem sobie, jak wielką siłę mają czasem zwykłe piosenki. Bo dobra piosenka nie daje odpowiedzi. Dobra piosenka zadaje pytania.

A najważniejsze pytania w życiu bardzo rzadko mają łatwe odpowiedzi.

Przez wiele lat pracy jako psycholog, suicydolog i były negocjator policyjny spotykałem ludzi stojących na różnych mostach.

Nie zawsze dosłownie. Znacznie częściej były to mosty symboliczne.

Most pomiędzy życiem a rezygnacją. Między nadzieją a beznadzieją.

Między “dam radę” a “już nie mam siły”. Czasem wystarczało kilka słów.

Czasem godzina rozmowy. Czasem zwykła obecność drugiego człowieka.

A czasem jedynie milczenie.

Bo kiedy człowiek znajduje się na krawędzi własnego cierpienia, nie potrzebuje wielkich przemówień. Potrzebuje wiedzieć, że nie jest sam.

Najdłuższe noce

Napisałem kiedyś słowa:

“Pamiętam noce dłuższe niż powinny, gdy cisza miała ciężar kilku lat.”

I wiem, że wiele osób czytających ten tekst rozumie te słowa aż za dobrze.

Niektóre noce naprawdę są dłuższe. Nie dlatego, że zegar zwalnia. Dlatego, że ból nie pozwala zasnąć. Bo samotność nie zna godzin. Bo lęk nie patrzy na kalendarz.
Bo depresja nie kończy pracy o siedemnastej.

W rozmowach wielokrotnie słyszałem podobne zdania:

„Nikomu już nie chcę zawracać głowy.” „Poradzę sobie sam.” „Inni mają gorzej.” „Jestem zmęczony.”

To ostatnie zdanie zawsze zatrzymuje mnie najbardziej. Bo bardzo często nie chodzi o zmęczenie pracą. Nie chodzi nawet o brak snu. To zmęczenie ciągłym udawaniem. Zmęczenie noszeniem maski. Zmęczenie walką, której nikt nie widzi.

Mosty, które budujemy

Piosenka „Most Brookliński” od lat niesie w sobie coś więcej niż tylko melodię.

Most jest jednym z najpiękniejszych symboli w psychologii. Łączy dwa brzegi.

Dwie rzeczywistości. Dwa światy. Czasem człowiek przez lata próbuje zbudować
taki most.

Między tym, kim jest. A tym, kim chciałby być.

Między własnym bólem. A spokojem, którego szuka.

Między przeszłością. A przyszłością.

Problem pojawia się wtedy, gdy próbujemy budować ten most wyłącznie z marzeń.

Marzenia są ważne. Ale samymi marzeniami nie przejdziemy przez kryzys.

Nie przejdziemy przez depresję. Nie przejdziemy przez żałobę. Nie przejdziemy przez samotność.

Do tego potrzebne są małe kroki.

Rozmowa. Telefon. Spotkanie. Prośba o pomoc. Jedna decyzja. A potem kolejna.

Największa odwaga

Ludzie często myślą, że odwaga polega na tym, by się nie bać. To nieprawda.

Największą odwagą, jaką obserwowałem przez lata, było coś zupełnie innego.

Przyznanie: „Nie daję sobie rady.” „Potrzebuję pomocy.” „Boję się.” „Nie wiem,
co dalej.”

W świecie, który każe nam być silnymi, samowystarczalnymi i skutecznymi, takie słowa bywają aktem ogromnej odwagi.

A jednak właśnie od nich zaczyna się zdrowienie. Nie od wielkich przemian.
Od szczerości. Od zdjęcia maski. Od pozwolenia sobie na bycie człowiekiem.

Światło na jeden krok

W pracy suicydologa bardzo często wracam do jednej myśli.

Ludzie chcą zobaczyć całą drogę. Chcą wiedzieć, że za rok będzie dobrze.

Że za pięć lat będą szczęśliwi. Że wszystko się ułoży.

Tymczasem życie działa inaczej.

Kiedy jedziesz nocą przez góry, reflektory samochodu nie pokazują całej trasy.

Pokazują kilkadziesiąt metrów przed Tobą.

I to wystarcza. Dokładnie tak samo jest z życiem. Nie musisz dziś widzieć całej drogi.

Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi. Nie musisz rozwiązać wszystkich problemów.

Potrzebujesz jedynie światła na następny krok. Tylko tyle. I aż tyle.

Nie stawiaj kropki

Przez lata spotkałem ludzi, którzy byli przekonani, że ich historia dobiegła końca.

Po latach widziałem ich ponownie. Z dziećmi. Z wnukami.

W nowych związkach. W nowych pracach.

Z nowymi marzeniami. Nie dlatego, że nagle zniknęło cierpienie.

Ale dlatego, że nie postawili kropki. Pozwolili sobie przeżyć jeszcze jeden dzień.

A potem kolejny.

Dlatego od lat powtarzam zdanie, które jest mi szczególnie bliskie:

Nie stawiaj dziś kropki tam, gdzie życie pisze przecinek.

Bo być może właśnie teraz przeżywasz rozdział, który wydaje się najtrudniejszy.

Ale rozdział nie jest końcem książki. I być może jeszcze nie wiesz tego, co wie życie.

Że po najciemniejszej nocy naprawdę wraca świt.

A po każdej burzy przychodzi chwila, gdy człowiek znowu słyszy własny głos.

I właśnie wtedy zaczyna się droga powrotna do siebie.

Przemek
Suicydolog | Psycholog | Psychotraumatolog
„Szukaj przecinka w swoim życiu, nie kropki.”

 

 

 

Nie buduj mostów z marzeń. Zapal światło na jeden krok.