A Ty, Panie Prezydencie, czy kiedykolwiek patrzyłeś w oczy trzynastoletniemu dziecku, które chce umrzeć?
Nie retorycznie pytam. Pytam serio.
Czy kiedykolwiek siedział przed Panem nastolatek, trzynaście, może czternaście lat, który szeptem mówi: “Proszę Pana, tylko niech Pan nie dzwoni do mamy…”
Bo ja tak mam. Często. Za często.
Nie podpisując ustawy, która pozwoliłaby dzieciom od 13. roku życia samodzielnie skorzystać z pomocy psychologicznej Pan, Panie Prezydencie, w dniu zakończenia swojej kadencji, odebrał tym dzieciom coś więcej niż paragraf. Odebrał Pan im nadzieję. I szansę.
Na co? Na zdrowie psychiczne. Na życie.
Nie, nie przesadzam. Jako suicydolog wiem dokładnie, co mówię.
Ta ustawa miała być skromnym ratunkiem
Miała otworzyć drzwi do gabinetów dla tych, którzy dziś w nie pukają, ale nie mogą wejść, bo nie mają zgody rodzica.
A rodzic?
Czasem to właśnie on jest źródłem lęku. Czasem bije. Czasem poniża. Czasem jest nieobecny. Czasem po prostu nie rozumie.
I ten nastolatek zostaje sam. W ciszy. W szafie emocjonalnej, z której nie ma wyjścia.
A teraz dzięki Panu nie ma też klamki po jego stronie.
Panie Prezydencie, pozwoli Pan, że opowiem Panu trzy historie?
Ania. 15 lat.
Przyszła do mnie po zajęciach w szkole. Miała rękawy długie mimo ciepła.
„Proszę Pana, ja tylko chcę wiedzieć, czy jestem normalna. Bo czasem mam wrażenie, że mnie nie ma.”
Nie chciała iść do psychologa szkolnego, bo mama powiedziała, że “psycholog to dla wariatów”.
Nie mogłem przyjąć jej bez zgody opiekuna.
Nie wróciła.
Tydzień później trafiła na oddział po przedawkowaniu leków przeciwbólowych.
Kacper. 14 lat.
Ojciec codziennie mówi mu, że jest nikim.
Matka milczy.
Kacper zbiera na terapię z korepetycji z matematyki, bo nie chce powiedzieć rodzicom.
Zgoda? Nierealna.
„Jak im powiem, że chcę iść do psychologa, to mnie wyśmieją. Albo powiedzą, że to moja wina.”
To nie fabuła filmu. To czwartek, 14:15, w moim gabinecie.
Kasia. 16 lat.
Doznała przemocy seksualnej.
Przez kogo? Przez partnera matki.
Matka jej nie wierzy.
Nie ma gdzie iść.
Ale do psychologa sama? Nie wolno. Bo nie ma zgody.
Gdyby ustawa weszła w życie moglibyśmy zacząć pracować od razu.
Ale Pan powiedział: Nie teraz. Poczekajmy, niech Trybunał zdecyduje.
I wie Pan co, Panie Prezydencie?
Ludzie w kryzysie samobójczym nie czekają.
Oni milkną. Albo działają.
Trybunał nie zdąży im pomóc.
To nie jest polityka. To jest codzienność.
Nie piszę tego jako obywatel jednej czy drugiej opcji.
Piszę to jako człowiek, który siedzi przy młodych ludziach, kiedy się boją żyć.
Kiedy trzymają się życia ostatnim palcem.
I kiedy pytają:
“Czy mogę przyjść bez wiedzy mamy?”
A ja muszę powiedzieć:
„Nie.”
Bo Pan Panie Prezydencie postanowił, że to zbyt odważne.
Nie – to nie chodzi o zabranie rodzicom prawa.
To chodzi o danie dzieciom ratunku. Pan mówi, że rodzice muszą mieć wpływ. Ja Panu powiem, co znaczy “wpływ” w moim gabinecie:
To dziecko, które nie prosi o zgodę, bo ojciec pije i bije.
To dziewczyna, która nie mówi matce, że nie śpi i nie je, bo wie, że matka powie “przestań wymyślać”.
To chłopak, który boi się powiedzieć, że czuje pociąg do chłopców, bo wie, że zostanie wyrzucony z domu.
Panie Prezydencie, nie każda rodzina jest przestrzenią ciepła.
Czasem rodzina to pierwszy front traumy.
A teraz, kiedy dzieci odważają się mówić, Pan mówi im: “Poczekajmy.”
A one, jeśli mają wystarczająco siły ‼️ milczą.
A jeśli nie… to już Pan dobrze wie, czym to się kończy.
Bo statystyki samobójstw nie kłamią.
To nie są liczby. To są ciała. To są puste miejsca w klasie.
To są kartki pożegnalne, które kończą się słowem: „Przepraszam.”
Mówię to jako suicydolog.
Jako psycholog. Jako człowiek, który już za dużo razy siedział przy pustym krześle.
Nie zgadzam się. ‼️
Na odbieranie dzieciom prawa do pomocy.
Na to, by lęk przed gniewem rodzica był ważniejszy niż życie dziecka.
Na to, byśmy dorośli budowali bariery tam, gdzie powinny być mosty.
A do Was, rodzice, nauczyciele, psychologowie, studenci:
Nie milczcie. To nie chodzi o ustawę. To chodzi o nasze dzieci.
O ich zdrowie psychiczne. O ich życie.
Jeśli dziecko mówi: „Potrzebuję psychologa” to znaczy, że już odważyło się przełamać wstyd i lęk.
Niech nie musi się przełamywać jeszcze raz, żeby dostać zgodę.
Dajmy im prawo do wsparcia. Nie za rok. Nie po analizie Trybunału. Teraz.
Podpisuję się pod tym sercem.
Z bólem. Z nadzieją. Z przekonaniem, że musimy mówić.
Przemek Staniszewski
Suicydolog. Psycholog. Psychotraumatolog.
I człowiek, który codziennie widzi, ile warte jest jedno: „Pomogę Ci, choćby nikt inny nie chciał.”