Przejdź do treści
Home » Blog » Korzenie i skrzydła. O tym, co naprawdę chroni dziecko przed upadkiem

Korzenie i skrzydła. O tym, co naprawdę chroni dziecko przed upadkiem

„Mądry rodzic daje dziecku korzenie i skrzydła”.

To zdanie krąży po świecie jako stare chińskie przysłowie. Nie wiemy,
czy naprawdę jest chińskie. Ale wiemy jedno. Jest prawdziwe.

I gdy patrzę na nie jako psycholog.

I gdy patrzę na nie jako suicydolog.

Widzę w nim coś więcej niż ładną metaforę. Widzę w nim profilaktykę. Widzę w nim ochronę życia.

Bo dzieci nie odbierają sobie życia dlatego, że są „za słabe”.
One najczęściej tracą poczucie zakorzenienia. Albo tracą wiarę w to, że mogą polecieć.

I wtedy zaczyna się cisza, która boli.

Korzenie. Czyli: jesteś czyjś. Jesteś ważny. Masz gdzie wrócić.

Korzenie to nie kontrola. To nie tresura. To nie „bo ja wiem lepiej”.

Korzenie to emocjonalna baza. Bezpieczna przystań.

To to, o czym pisał John Bowlby – dziecko potrzebuje bezpiecznej relacji, z której może wyruszyć w świat i do której może wrócić.

Korzenie to:

– przewidywalność

– obecność

– stabilność emocjonalna rodzica

– komunikat: „Nawet jeśli coś zepsujesz, nadal jesteś mój

W gabinetach widać, co się dzieje, gdy tych korzeni brakuje.

Młody człowiek mówi:

„Nie mogę zawieść”.

„Nie mam prawa być słaby”.

„W domu nie było miejsca na emocje”.

Albo gorzej.

„Nie wiem, czy jestem dla kogoś ważny”.

To jest moment, w którym zapala mi się lampka. Bo brak zakorzenienia to jeden z najpoważniejszych czynników ryzyka w kryzysie suicydalnym. Nie chodzi tylko o dramatyczne wydarzenia. Często chodzi o długotrwałe poczucie samotności w relacji.

Dziecko może mieć wszystko. Telefon. Wyjazdy. Zajęcia dodatkowe.

Ale jeśli nie ma bezpiecznej więzi – nie ma korzeni. A bez korzeni człowiek się chwieje.

Skrzydła. Czyli: możesz być sobą. Możesz spróbować. Możesz upaść.

Teraz druga strona.

Bo nadopiekuńczość też bywa niebezpieczna.

Rodzic, który nie pozwala dziecku doświadczyć porażki, nie buduje odporności. Buduje lęk.

Skrzydła to: zgoda na autonomię, przestrzeń do podejmowania decyzji, pozwolenie na błędy, prawo do odmienności.

Kiedy dziecko słyszy tylko: „Uważaj”. „Nie rób”. „Po co ci to”.
„Zostaw, ja zrobię lepiej”, zaczyna wątpić w swoje kompetencje.

A młody człowiek bez poczucia sprawczości jest bardziej podatny na bezradność.

A bezradność to jeden z fundamentów myśli samobójczych.

Bo kiedy ktoś mówi: „Nie mam wpływu na nic” to nie jest zwykłe zdanie. To jest sygnał alarmowy.

Skrzydła budują poczucie mocy. Korzenie budują poczucie przynależności. Jedno bez drugiego nie działa.

Co się dzieje, gdy brakuje jednego z tych elementów?

Z mojego doświadczenia.

Brak korzeni prowadzi do pustki.

Brak skrzydeł prowadzi do frustracji.

Pustka mówi: „Nie jestem dla nikogo ważny”.

Frustracja mówi: „Nie mogę być sobą”.

Obie drogi mogą prowadzić do kryzysu. I często nie widać tego od razu. Dziecko funkcjonuje. Uczy się. Uśmiecha. A w środku rośnie napięcie.

Kiedy pytam młodych ludzi w kryzysie: „Kto naprawdę wie, jak się czujesz?” zapada cisza.

A ta cisza jest ciężka.

Jak chronić dziecko? Konkret. Bez teorii.

Nie potrzebujemy idealnego rodzicielstwa. Potrzebujemy wystarczająco dobrego.

  1. Rozmawiaj o emocjach normalnie.

Nie tylko o sukcesach. Pytaj: „Co dziś było trudne?”. Ucz, że złość, smutek, wstyd to nie wstyd. To część człowieczeństwa.

  • Bądź dostępny emocjonalnie.

Nie zawsze chodzi o rozwiązania. Czasem chodzi o zdanie: „Widzę, że to cię boli”.

  • Dawaj realną odpowiedzialność.

Pozwól podejmować decyzje adekwatne do wieku.
Niech dziecko doświadcza skutków swoich wyborów
w bezpiecznych warunkach.

  • Nie zawstydzaj.

Zawstydzanie niszczy skrzydła szybciej niż cokolwiek innego.

  • Reaguj na sygnały wycofania.

Jeśli dziecko nagle milknie, izoluje się, przestaje mówić o swoich sprawach to nie jest „taki wiek”. To moment, w którym trzeba podejść bliżej.

  • Mów wprost o myślach samobójczych.

Jeśli masz niepokój, zapytaj. Wprost. „Czy zdarza ci się myśleć,
że nie chcesz żyć?”

To pytanie nie prowokuje. Ono otwiera przestrzeń.

A co z emocjonalnością rodzica?

Tu jest temat, o którym mówi się za mało.

Rodzic, który sam jest wypalony, przeciążony, w chronicznym stresie
nie ma z czego dawać korzeni ani skrzydeł.

Nie chodzi o perfekcję. Chodzi o świadomość.

Jeśli czujesz, że jesteś na granicy szukaj wsparcia. Terapia rodzica
to nie porażka. To inwestycja w bezpieczeństwo dziecka.

Bo dzieci nie uczą się regulacji emocji z książek. Uczą się jej, obserwując dorosłych.

Jeśli rodzic potrafi powiedzieć: „Jest mi trudno. Potrzebuję chwili”. dziecko uczy się, że trudność nie oznacza katastrofy.

Najważniejsze zdanie

Dziecko, które ma korzenie i skrzydła, nie jest odporne na kryzysy.

Ale w kryzysie ma do czego wrócić. Ma w sobie zapisane: „Ktoś mnie widzi”. „Mam wartość”. „Mogę prosić o pomoc”.

W suicydologii mówimy o czynnikach chroniących.

Jednym z najsilniejszych jest więź.

Nie idealna. Nie spektakularna. Ale prawdziwa.

Na koniec zostawię Ci pytanie, oraz list do Rodziców.

Jeśli masz dziecko czy wie, że może do Ciebie przyjść z czymkolwiek?

A jeśli jesteś już dorosły czy czujesz w sobie korzenie? Czy ktoś kiedyś pozwolił Ci rozwinąć skrzydła?

Bo czasem to, czego nie dostaliśmy jako dzieci, możemy świadomie dać swoim dzieciom.

I to jest moment, w którym historia przestaje się powtarzać.

A zaczyna się zmieniać. I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

List do Rodziców

Od ojca dwóch synów. I od człowieka, który wierzy, że więź ratuje życie.

Drodzy Rodzice, piszę do Was nie tylko jako psycholog. Piszę do Was jako tata dwóch synów.

Jako mężczyzna, który wie, jak bardzo boi się o swoje dzieci. Jak bardzo chce je ochronić.

Jak czasem nie śpi, kiedy widzi, że coś je boli, a nie do końca wie, jak to dotknąć.

Rodzicielstwo nie jest instrukcją obsługi. To jest droga. Czasem piękna. Czasem wyboista. Czasem taka, że człowiek ma wrażenie, że idzie po omacku.

I właśnie dlatego chcę powiedzieć Wam coś ważnego.

Wasze dziecko nie potrzebuje superbohatera.

Potrzebuje człowieka. Nie potrzebuje rodzica, który zawsze wie lepiej.

Potrzebuje rodzica, który potrafi usiąść obok i powiedzieć: „Opowiedz mi”.

Jako tata wiem, jak łatwo wpaść w tryb zadaniowy. Szkoła. Obowiązki. Logistyka. Plany. Łatwo pomylić troskę z kontrolą. Ale prawda jest taka, że kontrola daje nam tylko złudzenie bezpieczeństwa. To więź daje realne bezpieczeństwo.

Dziecko może mieć wszystko. Nowoczesny pokój. Zajęcia dodatkowe. Wyjazdy.

A mimo to czuć się samotne, jeśli nie ma poczucia, że może przyjść i powiedzieć: „Tato, Mamo… nie ogarniam”.

Najbardziej chroni nie zakaz. Najbardziej chroni relacja.

Z perspektywy mojej pracy wiem jedno, ale mówię to teraz jako ojciec.

Dzieci boją się nas martwić. Czasem milczą, żeby nas oszczędzić. Czasem zakładają maskę, żeby nie dokładać nam ciężaru.

I to mnie zawsze zatrzymuje.

Bo jeśli dziecko woli cierpieć w ciszy niż zaryzykować rozmowę z rodzicem, to znaczy, że gdzieś coś w tej więzi potrzebuje uwagi.

Nie perfekcji. Uważności.

Chcę Wam też powiedzieć coś, co sam sobie powtarzam.

Pozwólcie im próbować. Pozwólcie im popełniać błędy. Pozwólcie im nie być wersją Waszych marzeń. To trudne. Wiem.

Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie przyszłości swojego dziecka.

Ale dziecko, które może być sobą, buduje w sobie siłę. A siła nie polega na tym, że nigdy nie upada. Siła polega na tym, że wie, do kogo wrócić.

Czasem wystarczy jedno zdanie: „Nawet jeśli coś zepsujesz, jestem po Twojej stronie”.

To buduje korzenie.

Czasem wystarczy jedno pytanie: „Czego potrzebujesz ode mnie teraz?”

To daje skrzydła. I jeszcze coś bardzo ważnego.

Jeśli kiedykolwiek usłyszycie od swojego dziecka, że nie chce żyć, że jest mu za ciężko… nie wpadajcie w panikę. Nie uciekajcie w moralizowanie. Zatrzymajcie się. Przytulcie.

Zapytajcie: „Co sprawia, że jest aż tak trudno?”

Rozmowa nie jest zagrożeniem. Milczenie bywa.

Jako ojciec uczę się każdego dnia.

Popełniam błędy. Czasem reaguję za szybko. Czasem za późno. Czasem za ostro. Ale staram się być obecny. Prawdziwy. Niedoskonały, ale dostępny.

Bo wierzę w jedno.

Dziecko, które ma w domu bezpieczną więź, ma w sobie zapisane:

„Jestem ważny”. „Mam wartość”. „Nie jestem sam”.

A to są zdania, które w najciemniejszych momentach potrafią ratować życie.

                        Drodzy Rodzice, nie musicie być idealni.

Bądźcie blisko. Bądźcie uważni. Bądźcie gotowi słuchać nawet wtedy, gdy to, co usłyszycie, będzie trudne. Wasza obecność ma większą moc, niż Wam się wydaje.

Z serca, Przemek tata dwóch synów – psycholog i suicydolog,

„Po stronie Życia”