Są takie historie, które czytam nie jak biografię.
Czytam je jak lustro.
Kiedy myślę o Viktor Frankl, nie widzę tylko numeru 119104. Widzę człowieka, któremu odebrano wszystko, co zewnętrzne. A on ocalił to, co wewnętrzne. I to jest dla mnie esencja człowieczeństwa.
Jako suicydolog wiem jedno: człowiek nie odbiera sobie życia dlatego, że cierpi. Cierpienie samo w sobie nie zabija. Zabija poczucie bezsensu. Zabija pustka.
Zabija przekonanie, że „już nic na mnie nie czeka”.
Frankl zobaczył to w miejscu, gdzie śmierć była codziennością. Zauważył, że nie zawsze umierali najsłabsi fizycznie. Często pierwsi odchodzili ci, którzy stracili „po co”. W obozie nazwano to „chorobą poddania się”. Ja w gabinecie widzę to jako moment, w którym człowiek przestaje planować jutro. Przestaje odkładać coś „na potem”. Zamyka sprawy. Gaśnie.
I wtedy wracam do jego słów z Człowiek w poszukiwaniu sensu.
Nie jako cytatu do prezentacji. Tylko jako narzędzia do ratowania życia.
Bo sens nie jest patetyczny. Sens bywa bardzo prosty. Dziecko, które jeszcze mnie potrzebuje. Pacjent, który przyjdzie jutro. Napisana książka. Niewysłane przeprosiny. Niedokończona rozmowa.
Frankl nie idealizował bólu. On go znał. Dotknął dna ludzkiego okrucieństwa. A mimo to nie oddał swojej wewnętrznej wolności. To mnie w nim najbardziej porusza.
Ta cicha, uparta decyzja: „nie pozwolę, by to, co mi zrobiono, zdefiniowało to, kim jestem”.
W psychotraumatologii mówimy o tym inaczej.
O regulacji. O odzyskiwaniu sprawczości. O odbudowie narracji. Ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo: człowiek musi poczuć, że nadal ma wpływ. Że coś w nim jest nienaruszalne.
Frankl przepisał swój rękopis w głowie. Ja widzę w tym coś więcej niż intelektualny wysiłek. Widzę akt oporu.
On nie pozwolił, by jego myśli zostały spalone razem z papierem.
To jest dla mnie metafora pracy z osobą po traumie. Można spalić czyjeś poczucie bezpieczeństwa. Można zniszczyć relacje. Można odebrać zdrowie. Ale nie można odebrać zdolności do nadania temu znaczenia.
I tak, wierzę w to głęboko:
Nie definiuje nas to, co zrobił nam świat.
Definiuje nas to, jaką odpowiedź wybierzemy.
Nie zawsze od razu.
Nie zawsze heroicznie.
Czasem bardzo powoli. Z lękiem. Z drżeniem.
Frankl uczy mnie pokory wobec cierpienia drugiego człowieka. Nie mam prawa mówić komuś: „to ma sens”. To on musi go odnaleźć. Ja mogę tylko iść obok. Pytać: „Na co jeszcze czekasz?” „Kto na ciebie czeka?” „Co w tobie jeszcze żyje?”
W suicydologii sens jest czynnikiem ochronnym.
W życiu jest kotwicą.
W mojej pracy jest kompasem.
I może dlatego tak bardzo czuję z nim wspólnotę. Nie przez wielkie słowa.
Przez tę jedną, prostą prawdę:
Człowiek może być ogołocony ze wszystkiego.
Ale dopóki oddycha, ma jeszcze wybór.
A dopóki ma wybór, jest nadzieja.
Teraz gdy to czytasz, proszę Powiedz mi, …
Gdybyś miał jednym zdaniem powiedzieć, czym dla Ciebie jest ….. sens……. czym by był?
List do Młodego Człowieka
Drogi Młody Człowieku, nie wiem, co dziś nosisz w środku.
Może wstyd. Może pustkę. Może zmęczenie tak głębokie, że nie masz już siły udawać. Może czujesz się jak numer. Jak ktoś, kogo łatwo zastąpić. Jakby świat mógł bez Ciebie spokojnie toczyć się dalej.
Może ktoś odebrał Ci coś ważnego.
Relację. Marzenie. Poczucie bezpieczeństwa.
Może masz wrażenie, że coś w Tobie spalono jak rękopis, który miał być Twoją przyszłością.
Może myślisz, że gdybyś zniknął, świat tylko na chwilę by drgnął… a potem wszystko wróciłoby do normy.
Chcę Ci powiedzieć coś brutalnie prawdziwego.
Twoja śmierć nie rozwiąże bólu. Ona go tylko przeniesie. Na Mamę, Tatę. Na brata.
Na przyjaciela, który będzie się zastanawiał latami, co przegapił.
Ale to nie jest najważniejsze.
Najważniejsze jest to, że to, co dziś czujesz, nie jest wyrokiem. To stan.
A stan można zmienić. Człowiekowi można odebrać bardzo wiele.
Ale nie można odebrać mu ostatniej wolności decyzji, jak odpowie na to, co go spotkało.
Nie zawsze masz wpływ na to, co Cię rani. Ale masz wpływ na to, czy rana stanie
się Twoją definicją. Wiem, że kiedy człowiek traci sens, wszystko zaczyna smakować jak popiół. Wiem, że wtedy słowo „przyszłość” brzmi jak kpina.
Ale posłuchaj mnie uważnie.
To, że dziś nie widzisz sensu, nie znaczy, że go nie ma.
To znaczy, że jesteś w miejscu, w którym jest ciemno.
A w ciemności nie podejmuje się ostatecznych decyzji.
Masz prawo być w rozsypce. Masz prawo nie dawać rady. Masz prawo płakać
w łazience i mówić „mam dość”.
Jeśli czujesz, że gaśniesz to nie znaczy, że jesteś słaby. To znaczy, że długo walczyłeś.
Nie masz tylko jednego prawa odebrać sobie możliwość zobaczenia, co jeszcze mogło się wydarzyć.
Twoje życie to nie jest zamknięty rozdział.
To zdanie z przecinkiem.
Może dziś Twoim „po co” nie jest wielka misja. Może to tylko jedna osoba, która
by się załamała, gdyby Cię zabrakło. Może pies, który czeka pod drzwiami.
Może niedokończona rozmowa. Może coś, czego jeszcze nawet nie odkryłeś.
Nie musisz od razu wiedzieć wszystkiego.
Nie musisz być silny jak ze stali.
Wystarczy, że dziś wybierzesz jeszcze jeden dzień.
Jeszcze jedno „zobaczę”.
Jeszcze jedno „poczekam”.
Jeszcze jedno „nie teraz”.
I nawet jeśli dziś wszystko w Tobie krzyczy „skończ”,
to może to nie jest głos końca.
Może to jest głos części Ciebie, która chce, żeby ból się skończył a nie życie.
Zanim zrobisz coś, czego nie da się cofnąć, zrób jedną rzecz.
Powiedz komuś prawdę. Nie półprawdę. Nie „jest okej”. Prawdę.
Bo czasem sens nie wraca jak fajerwerki.
Czasem wraca jak czyjaś dłoń na Twoim ramieniu.
Czasem rodzi się między ludźmi.
Twoje życie nie jest przypadkiem. Nie jest pomyłką. Nie jest numerem.
Jesteś człowiekiem, który jeszcze nie zobaczył wszystkiego, co mogło być jego.
A świat, mimo że bywa okrutny nie skończył z Tobą rozmowy.
Z wyrazami szacunku i nadziei,
Przemek suicydolog i psychotraumatolog „po stronie życia”