Nie wszyscy, którzy dziś żyją, wygrali dlatego, że byli silni. Niektórzy przetrwali, bo ktoś na nich czekał.
Nie dlatego, że nie cierpieli. Nie dlatego, że nie myśleli o tym, żeby zniknąć. Nie dlatego, że wszystko miało sens.
Przetrwali, bo gdzieś był ktoś, kto ich widział. Nawet jeśli nie idealnie. Nawet jeśli nie zawsze. Ale wystarczająco.
Czasem to była matka, która pytała: „Zjadłeś coś?”.
Czasem ojciec, który milczał, ale siadał obok.
Czasem przyjaciółka, która wysłała zwykłe: „Jesteś?”.
Czasem ktoś, kto nawet nie wiedział, że ratuje czyjeś życie.
W suicydologii jest coś, co wiemy bardzo jasno. Jednym z najsilniejszych czynników chroniących życie nie jest odporność psychiczna. Jest więź.
Nie siła…….. Więź.
Bo kiedy człowiek traci poczucie sensu, nie szuka argumentów. Szuka obecności.
Samotność nie boli dlatego, że jesteś sam.
Boli dlatego, że czujesz, że nikogo to nie obchodzi.
Młodzi ludzie często mówią: „Nikt mnie nie rozumie.” „Nie chcę nikomu zawracać głowy.” „Poradzę sobie sam.”
To nie jest prawda. To jest mechanizm przetrwania. Umysł próbuje chronić przed odrzuceniem. Bo odrzucenie boli bardziej niż samotność.
Ale jest coś, co musisz wiedzieć.
Myśl o odebraniu sobie życia bardzo rzadko wynika z chęci śmierci. Ona wynika z chęci zakończenia bólu. I z poczucia, że jest się w tym bólu samemu.
Samotność zniekształca rzeczywistość. Zaczynasz wierzyć, że nikogo nie obchodzisz. Że jesteś ciężarem. Że Twoja obecność niczego nie zmienia.
To nie jest prawda. To jest stan psychiczny, który mija. Ale w środku tego stanu wszystko wydaje się ostateczne.
Dlatego właśnie relacja z drugim człowiekiem jest tak ważna. Ona działa jak kotwica. Jak światło w oknie.
Nie rozwiązuje wszystkich problemów. Ale przypomina, że nie jesteś sam.
Czasem wystarczy jedna osoba
Nie potrzebujesz wielu ludzi. Nie potrzebujesz setek znajomych. Potrzebujesz jednej osoby, przy której nie musisz udawać, że jest dobrze.
To może być rodzic. Może być brat. Może być koleżanka. Może być nauczyciel.
Może być ktoś, kto po prostu wysłucha.
Widzę w gabinecie ludzi, którzy przetrwali najciemniejsze momenty swojego życia tylko dlatego, że była choć jedna osoba obok.
Jedna wiadomość. Jedno „jestem”. Jedno „chodź, przejdziemy się”.
To nie brzmi jak coś wielkiego. Ale dla kogoś stojącego na krawędzi to jest wszystko.
Największym kłamstwem kryzysu jest to,
że jesteś sam.
Kryzys psychiczny zawęża świat. Zamienia przyszłość w jedną czarną ścianę. Odbiera zdolność widzenia możliwości.
Ale to, że teraz czujesz się sam, nie oznacza, że jesteś sam naprawdę. To oznacza, że potrzebujesz sięgnąć po drugiego człowieka.
Nie jutro. Nie kiedy będzie lepiej. Teraz.
Napisz do kogoś. Powiedz prawdę. Nie musisz mówić wszystkiego. Wystarczy powiedzieć: „Nie jest ze mną dobrze.”
To nie jest oznaka słabości. To jest akt odwagi.
I to zdanie jakie wybrzmiało w artykule gazety „Ludzie nie przetrwali piekła, bo byli silni. Przetrwali, bo ktoś na nich czekał”.
Może mówić nam wiele: Może nie wiesz, kto czeka na Ciebie. Może nie widzisz tego światła.
Ale ono jest. Czasem jest nim rodzic, który nie wie, jak rozmawiać, ale kocha. Czasem przyjaciel, który też się boi, ale zostaje. Czasem ktoś, kto jeszcze nie pojawił się w Twoim życiu.
Twoje życie ma znaczenie większe niż widzisz z miejsca, w którym teraz stoisz.
Nie musisz przez to przechodzić sam/sama
Nie musisz być silny/silna każdego dnia.
Wystarczy, że zostaniesz. Jeszcze jeden dzień. I pozwolisz komuś być obok.
Bo czasem to nie siła ratuje życie. Czasem ratuje je więź.
Przemekpsycholog.