Przejdź do treści
Home » Blog » Powiedz to dziewczynce. O ranach, które dorastają razem z nami

Powiedz to dziewczynce. O ranach, które dorastają razem z nami

„Niektóre dzieci dorastają bardzo szybko. Nie dlatego, że tego chcą. Dlatego, że życie zbyt wcześnie nauczyło je, iż nie zawsze znajdzie się ktoś, kto je przytuli, uspokoi albo powie: «Jestem przy Tobie». I choć mijają lata, ta mała dziewczynka często nadal mieszka w dorosłej kobiecie.”

W mediach społecznościowych coraz częściej spotykamy określenie „ojcowska rana”. Jedni utożsamiają z nim niemal wszystkie trudności w relacjach, inni odrzucają je jako modne uproszczenie. Jak zwykle w psychologii, prawda znajduje się gdzieś pomiędzy.

Dzisiaj przeczytałem bardzo interesujący wpis jednej ze swoich studentek. Opisywał on dwa sposoby funkcjonowania kobiet, które nie doświadczyły w dzieciństwie wystarczającego poczucia bezpieczeństwa i akceptacji ze strony ojca. To wartościowy tekst, ponieważ zwraca uwagę na temat, o którym przez wiele lat mówiło się zbyt rzadko.

Jednocześnie pomyślałem, że warto pójść o krok dalej. Bo człowiek nie jest schematem. Nie jest definicją. Nie jest dwoma kategoriami.

Każdy z nas jest historią.

Nie chodzi tylko o ojca

Zanim zaczniemy mówić o ojcowskiej ranie, warto zatrzymać się przy jednej ważnej myśli.

Naszą osobowość buduje całe dzieciństwo.

Ojciec odgrywa w nim niezwykle ważną rolę. Często uczy dziecko odwagi, poczucia bezpieczeństwa, sprawczości i zaufania do świata. Jednak nie jest jedyną osobą, która wpływa na rozwój młodego człowieka.

Równie istotne są relacja z matką, atmosfera panująca w domu, więzi z rodzeństwem, doświadczenia szkolne, relacje z rówieśnikami, temperament dziecka, przeżyte straty, przemoc, odrzucenie czy późniejsze doświadczenia w dorosłym życiu.

Psychologia od dawna pokazuje, że człowiek rozwija się w sieci wzajemnie oddziałujących doświadczeń. Próba wyjaśnienia całego życia jednym wydarzeniem lub jedną relacją jest kusząca, ale zbyt uproszczona.

To nie oznacza, że doświadczenie zranienia w relacji z ojcem nie istnieje.

Istnieje. Bywa bardzo bolesne.

Ale nie jest jedynym kluczem do zrozumienia człowieka.

 

Dwie drogi, ten sam ból

W praktyce psychologicznej rzeczywiście można spotkać kobiety, które reagują na zranienie w bardzo różny sposób.

Jedna uczy się być silna. Nie prosi o pomoc. Wszystko organizuje sama. Kontroluje.

Dźwiga. Jest odpowiedzialna za wszystkich.

Z zewnątrz wydaje się niezwykle zaradna.

W środku często nosi ogromne zmęczenie.

Druga przez całe życie szuka osoby, która da jej poczucie bezpieczeństwa.

Łatwo idealizuje partnerów.

Oddaje odpowiedzialność za własne szczęście.

Boi się odrzucenia bardziej niż samotności.

Na pierwszy rzut oka są zupełnie różne.

Jednak, kiedy zaczynamy rozmawiać z nimi głębiej, okazuje się, że bardzo często pod tymi odmiennymi zachowaniami kryje się podobna potrzeba.

Potrzeba bycia zauważoną.

Usłyszaną. Wybraną. Nie dlatego, że zasłużyła. Po prostu dlatego, że istnieje.

 

Nie zamykajmy ludzi w dwóch szufladach

Tutaj jednak chciałbym postawić bardzo ważną kropkę. Psychologia nie lubi prostych odpowiedzi. Nie istnieją wyłącznie dwa typy kobiet. Nie istnieją dwa typy ludzi.

To, co nazywamy strategiami radzenia sobie, jest płynne.

Ta sama kobieta może przez wiele lat funkcjonować w roli tej, która wszystko kontroluje, a po kolejnym bolesnym doświadczeniu zacząć rozpaczliwie szukać kogoś, kto przejmie odpowiedzialność.

Może również nosić w sobie oba sposoby jednocześnie.

Silna w pracy. Bezradna w miłości. Pewna siebie wobec świata.

Przerażona możliwością odrzucenia przez najbliższą osobę.

Człowiek nie mieści się w jednej definicji.

I chyba właśnie dlatego psychologia jest tak fascynująca.

 

To nie zachowanie jest najważniejsze

Kiedy patrzymy na drugiego człowieka, bardzo łatwo ocenić jego zachowanie.

„Ona wszystko kontroluje.”

„On nikomu nie ufa.”

„Ona znowu wybrała niewłaściwego partnera.”

„On ciągle ucieka z relacji.”

Tyle że zachowanie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Pod nim znajdują się emocje. Jeszcze głębiej przekonania.

Jeszcze głębiej doświadczenia.

A na samym dnie często leży jedno, bardzo ciche pytanie:

„Czy jestem wystarczający?”

Mam wrażenie, że właśnie to pytanie wraca do wielu dorosłych ludzi, niezależnie od wieku, płci czy życiowych sukcesów.

 

Zdrowienie nie polega na znalezieniu bohatera

W filmach często pojawia się motyw wybawcy. Ktoś przychodzi.

Kocha. Naprawia wszystko. Rzeczywistość wygląda inaczej.

Najzdrowsze relacje nie rodzą się wtedy, kiedy jedna osoba ratuje drugą.

Powstają wtedy, kiedy dwoje ludzi bierze odpowiedzialność za własne życie i spotyka się nie z poziomu braku, lecz z poziomu dojrzałości.

Zdrowienie nie oznacza utraty wrażliwości.

Nie oznacza także, że człowiek już nigdy nie będzie się bał.

Oznacza coś znacznie ważniejszego.

Że przestaje budować swoją wartość wyłącznie na tym, czy ktoś go wybierze.

 

Jedno zdanie, którego tak wielu z nas nigdy nie usłyszało

Podczas swojej pracy wielokrotnie spotykałem osoby, które przez całe życie próbowały zasłużyć na akceptację.

Lepszymi ocenami. Pracą. Poświęceniem. Perfekcjonizmem. Opiekowaniem się innymi. Ratowaniem wszystkich wokół.

Jakby gdzieś głęboko wierzyły, że jeśli będą wystarczająco dobre, w końcu usłyszą:

„Jestem z Ciebie dumny.”

„Widzę Cię.”

„Jesteś ważna.”

„Jesteś ważny.”

A przecież dziecko nie powinno zdobywać miłości.

Powinno ją otrzymywać.

Dlaczego napisałem ten tekst

Ten artykuł nie powstał po to, aby kogokolwiek oceniać.

Powstał dlatego, że chciałbym, abyśmy jako psychologowie coraz częściej pamiętali o jednej rzeczy.

Popularne pojęcia pomagają rozpocząć rozmowę.

Nie mogą jednak zastępować poznawania człowieka.

Za każdym hasłem stoi konkretna historia.

Czasem historia dziewczynki, która nauczyła się być silna.

Czasem historia chłopca, który przestał płakać, bo usłyszał, że „mężczyźni nie płaczą”.

Czasem historia dorosłego człowieka, który całe życie nosi w sobie dziecko czekające na jedno zdanie.

 

Z muzyki rodzą się czasem słowa, których nie potrafimy wypowiedzieć

Podczas pracy nad tym artykułem wydarzyło się coś niezwykłego.

Rozmowa o psychologii bardzo szybko przestała być rozmową o psychologii.

Stała się opowieścią o małej dziewczynce.

Tak narodził się pomysł autorskiej piosenki „Powiedz to dziewczynce”.

Nie jest to utwór o diagnozach.

Nie padają w nim określenia „ojcowska rana”, „styl przywiązania” czy „mechanizmy obronne”.

Są za to obrazy. Cisza. Drzwi. Mała dziewczynka.

I jedno zdanie, które być może wielu ludzi powinno było usłyszeć wiele lat temu:

„Jesteś wystarczająca.”

Wierzę, że czasami muzyka potrafi dotrzeć tam, gdzie nie docierają wykłady, definicje ani podręczniki.

 

Na zakończenie…

Jeżeli jesteś kobietą i czytając ten tekst pomyślałaś choć przez chwilę o sobie, chciałbym zostawić Ci jedną myśl.

Nie wiem, czego zabrakło Ci w dzieciństwie.

Nie wiem, jakie słowa nigdy nie padły.

Nie wiem, ile razy musiałaś udawać, że wszystko jest w porządku.

Ale wiem jedno.

Twoja wartość nie zaczyna się w chwili, kiedy ktoś Cię wybierze.

Nie kończy się również wtedy, kiedy ktoś odchodzi.

Nie zależy od tego, ile potrafisz unieść.

Ani od tego, jak bardzo jesteś potrzebna innym.

Jesteś kimś znacznie więcej niż sumą swoich ran.

I być może właśnie dziś warto powiedzieć tej małej dziewczynce, która nadal mieszka gdzieś w Twoim sercu coś, czego być może nigdy wcześniej nie usłyszała:

„Widzę Cię. Nie musisz już na nic zasługiwać. Jesteś. I to wystarczy.”

z serdecznością Przemek

 

Dodaj komentarz