Przejdź do treści
Home » Blog » „POWIEDZ MI, GDZIE JESTEŚ „

„POWIEDZ MI, GDZIE JESTEŚ „

 

Depresja u kobiety oczami mężczyzny, który chce być obok

„Przecież masz wszystko”.

Dom. Rodzinę. Partnera. Dzieci. Pracę. Ludzi wokół siebie. Może nawet bezpieczeństwo finansowe, plany na przyszłość, zdjęcia z wakacji, uśmiech na Facebooku i znajomych, którzy patrząc z boku powiedzieliby bez zastanowienia: dobrze jej się ułożyło.

A ona któregoś wieczoru siedzi obok ciebie. Tak blisko, że mógłbyś dotknąć jej dłoni. Tylko że czujesz, jakby była gdzieś bardzo daleko.

Patrzysz na kobietę, którą znasz od lat. Widzisz jej twarz, ruchy, sposób, w jaki poprawia włosy albo odkłada telefon. Wszystko wydaje się znajome. A jednak coś się zmieniło.

I właśnie wtedy możesz popełnić jeden z największych błędów: uznać, że skoro wszystko jeszcze działa, to wszystko jest w porządku.

Depresja nie zawsze wygląda jak depresja

Piszę ten tekst jako psycholog i suicydolog, jako człowiek, który od lat spotyka osoby znajdujące się w kryzysie. Ale piszę go również jako mężczyzna. Bo wiedza pomaga mi rozumieć depresję. Pozwala rozpoznawać objawy, zauważać czynniki ryzyka, pytać o myśli samobójcze i wiedzieć, kiedy potrzebna jest profesjonalna pomoc.

Ale wiedza nie zwalnia mnie z patrzenia. I nie zwalnia mnie z czucia.

Według Światowej Organizacji Zdrowia depresja występuje u kobiet około półtora raza częściej niż u mężczyzn. Na jej rozwój wpływa skomplikowane połączenie czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych.

Tylko że żadna statystyka nie pokaże ci konkretnej kobiety siedzącej wieczorem przy twoim stole.

Kobieta w depresji może nadal chodzić do pracy. Może robić zakupy. Odpowiadać na wiadomości. Przygotować obiad. Zapytać dzieci, co wydarzyło się w szkole. Pamiętać o urodzinach. Uśmiechnąć się do zdjęcia.

Może nadal być osobą, na której opiera się pół domu.

A jednocześnie każdego dnia zużywać ogromną ilość energii na czynności, które kiedyś wykonywała niemal automatycznie.

Bo depresja to nie tylko smutek. To również możliwość utraty zainteresowań i zdolności odczuwania przyjemności, spadek energii, zaburzenia snu i apetytu, problemy z koncentracją, poczucie bezwartościowości, nadmierne poczucie winy, beznadziejność, a także myśli o śmierci lub samobójstwie. Objawy utrzymujące się przez większość dnia, niemal codziennie przez co najmniej dwa tygodnie, mogą tworzyć obraz epizodu depresyjnego.

Dlatego czasami pierwszym sygnałem nie jest płacz. Czasami jest nim zwyczajne: „Jestem po prostu zmęczona”.

„Mam wszystko”. Tylko czy jeszcze mam siebie?

Można mieć pełny dom i czuć pustkę. Można kochać dzieci i jednocześnie nie mieć siły rano wstać. Można kochać partnera i nie mieć energii, żeby z nim rozmawiać.

Można wiedzieć, że obiektywnie „nie powinno być źle”, a jednocześnie czuć, że każdy kolejny dzień wymaga siły, której już prawie nie ma.

I wtedy pojawia się jeszcze jeden ciężar: poczucie winy.

Dlaczego tak się czuję, skoro mam tyle? Inni mają gorzej. Powinnam być szczęśliwa. Co jest ze mną nie tak?

Dlatego zdanie „Przecież niczego ci nie brakuje” może być tak bolesne. Bo nie musi zostać usłyszane jako przypomnienie o tym, co dobre. Może zabrzmieć: „Nie masz prawa czuć tego, co czujesz”.

A cierpienie psychiczne nie potrzebuje pozwolenia.

Mężczyzna chce naprawić

My, mężczyźni, mamy czasem taką skłonność. Kiedy widzimy problem, szukamy rozwiązania.

Co się stało? Co możemy zrobić? Może odpocznij. Może gdzieś wyjedziemy. Może zmień pracę. Może zacznij ćwiczyć. Może przestań tyle o tym myśleć.

Intencja często jest dobra. Tylko depresja nie jest zepsutym kranem.

Kobieta, którą kochasz, nie potrzebuje przede wszystkim człowieka stojącego przed nią ze skrzynką narzędzi. Czasem potrzebuje mężczyzny, który potrafi usiąść obok i powiedzieć: „Nie wiem jeszcze, jak ci pomóc. Ale widzę, że jest ci trudno. Jestem tutaj”.

Nie musisz jej naprawić. Nie musisz mieć odpowiedzi. I nie musisz obiecywać, że wszystko będzie dobrze.

Wsparcie partnera może być niezwykle ważne, ale partner nie powinien stawać się terapeutą ani brać na siebie odpowiedzialności za wyleczenie depresji.

Miłość nie zastępuje leczenia. Ale może sprawić, że człowiek nie będzie przez nie przechodził samotnie.

Nie pytam tylko, co się pojawiło. Pytam, co zniknęło

To jedna z rzeczy, na które szczególnie zwracam uwagę, kiedy spotykam człowieka w kryzysie.

Nie interesuje mnie wyłącznie to, co nowego pojawiło się w jego zachowaniu. Pytam również: „Czego już nie ma?”.

Może przestała dzwonić do przyjaciółki. Przestała planować. Nie czeka już na rzeczy, które kiedyś ją cieszyły. Rzadziej wychodzi. Przestała inicjować bliskość. Coraz częściej mówi: „wszystko mi jedno”.

Śpi znacznie więcej albo prawie nie śpi. Jest stale zmęczona. Coraz trudniej podjąć jej nawet prostą decyzję. Szybciej się irytuje. Częściej przeprasza. Mówi o sobie gorzej niż wcześniej.

Albo pojawiają się zdania, których wcześniej nie było: „Jestem ciężarem”. „Macie przeze mnie tylko problemy”. „Beze mnie mielibyście łatwiej”. „Nie mam już siły”. „Chciałabym zasnąć i się nie obudzić”.

Takich zdań nie należy zagłuszać natychmiastowym: „Nie mów tak”. To są zdania, przy których trzeba się zatrzymać.

Do sygnałów wymagających szczególnej uwagi należą także m.in. mówienie o chęci śmierci, poczuciu bycia ciężarem, beznadziejności lub uwięzieniu, wycofywanie się z relacji, żegnanie się, rozdawanie ważnych rzeczy, gwałtowne zmiany nastroju, wzrost używania alkoholu lub innych substancji oraz poszukiwanie sposobu odebrania sobie życia zwłaszcza gdy zachowania te są nowe albo wyraźnie się nasilają.

Nie diagnozuj jednak partnerki przy kuchennym stole. Pojedynczy objaw nie oznacza automatycznie depresji. Patrz na zmianę, czas jej trwania, nasilenie i wpływ na codzienne funkcjonowanie.

Bo często ważniejsze od pytania „Czy ona wygląda na smutną?” jest pytanie: „Czy kobieta, którą kocham, jest ostatnio inna niż była?”.

Powiedz mi, gdzie jesteś

Można kochać człowieka i nie wiedzieć, co się z nim dzieje. Można spać obok niego. Jeść razem śniadanie. Dotykać jego dłoni. I nie mieć dostępu do miejsca, w którym właśnie rozgrywa się jego największa walka.

Dla partnera to bywa niezwykle trudne. Widzisz zmianę. Czujesz dystans. Chcesz podejść bliżej. Ale kiedy druga osoba nie mówi, pozostają domysły. Może już mnie nie kocha. Może zrobiłem coś źle. Może mnie odpycha.

Tymczasem za wycofaniem może stać nie brak miłości. Może stać brak siły.

Dlatego jedno z najważniejszych zdań, jakie partner może powiedzieć, brzmi dla mnie: „Powiedz mi, gdzie jesteś. Nie musisz mi wszystkiego tłumaczyć. Chcę tylko wiedzieć, jak bardzo jest ci trudno”.

Czasem odpowiedzią będzie długa rozmowa. Czasem: „Nie wiem”. Czasem tylko: „Dzisiaj jest źle”.

I to już jest kontakt.  Nie wymagaj pięknych słów od człowieka, który ledwo utrzymuje się na powierzchni.

Możesz powiedzieć: „Widzę, że ostatnio masz mniej siły. Martwię się o ciebie”. „Nie musisz teraz wszystkiego wyjaśniać”. „Chcesz, żebym posiedział obok, czy potrzebujesz trochę przestrzeni?”. „Nie będę cię oceniał za odpowiedź”.

Bo bezpieczeństwo emocjonalne zaczyna się nie wtedy, kiedy człowiek wie, że może mówić. Zaczyna się wtedy, kiedy wierzy, że może powiedzieć prawdę.

Ale spójrz również na siebie

Jeżeli naprawdę chcesz jej pomóc, trzeba mieć odwagę zadać jeszcze jedno pytanie. Nie jej. Sobie.

„Czy przy mnie naprawdę może czuć się bezpiecznie?”

Czy może powiedzieć, że jest źle, nie obawiając się wyśmiania? Czy może odmówić? Czy może mieć inne zdanie? Czy nie kontroluję jej kontaktów, telefonu, pieniędzy? Czy nie używam jej słabości przeciwko niej podczas konfliktu? Czy w naszej relacji nie ma lęku, poniżania albo przemocy?

To ważne, bo doświadczenie przemocy i innych poważnych stresorów zwiększa podatność na depresję.

Nie każda cisza oznacza depresję. Czasem człowiek milczy również dlatego, że nie czuje się bezpiecznie.

Mężczyzna, który naprawdę chce być wsparciem, powinien mieć odwagę dopuścić również taką możliwość.

Po porodzie nie wszystko jest „zwykłym zmęczeniem”

Jest jeszcze jeden moment, na który partner powinien być szczególnie uważny: narodziny dziecka.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że ponad 10% kobiet w ciąży i kobiet, które niedawno urodziły, doświadcza depresji.

Pierwsze dni po porodzie mogą wiązać się z tzw. baby blues płaczliwością, drażliwością, obniżonym nastrojem czy lękiem. Taki stan zwykle ustępuje w ciągu około dwóch tygodni. Jeśli objawy utrzymują się dłużej, nasilają albo kobieta wyraźnie przestaje sobie radzić, potrzebna jest profesjonalna ocena.

Dlatego jeśli niedawno została matką, nie tłumacz wszystkiego: „Jest zmęczona, bo dziecko nie śpi”.

Ty jesteś często jednym z pierwszych ludzi, którzy mogą zauważyć, że to już nie jest tylko niewyspanie.

Szczególnej uwagi wymagają myśli o samobójstwie, skrzywdzeniu siebie lub dziecka.

A jeśli po porodzie nagle pojawiają się silna dezorientacja, splątanie, omamy, urojenia, skrajne pobudzenie albo zachowanie wyraźnie oderwane od rzeczywistości, nie czekamy na planową wizytę.

Psychoza poporodowa jest stanem nagłym wymagającym pilnej pomocy medycznej.

Kiedy pojawia się „nie chcę żyć”, nie uciekaj od pytania

Jeżeli słyszysz: „Nie chcę już żyć”. „Chciałabym zniknąć”. „Beze mnie mielibyście lepiej”. „Chciałabym zasnąć i już się nie obudzić” — nie próbuj zgadywać, czy ona mówi to „naprawdę”.

Nie sprowadzaj tego do: „Chce tylko zwrócić uwagę”.

Myśli lub działania samobójcze są oznaką skrajnego cierpienia i sygnałem potrzeby pomocy.

To, że ktoś przeżył wcześniejszą próbę samobójczą albo że jego zachowanie zostało przez otoczenie nazwane „wołaniem o uwagę”, nie czyni kolejnego komunikatu mniej poważnym.

Zapytaj wprost: „Czy myślisz o samobójstwie?” albo: „Czy myślisz o tym, żeby odebrać sobie życie?”.

Nie pytaj: „Chyba nie zrobisz sobie czegoś głupiego?” ani „Nie masz chyba takich myśli?”. W takich pytaniach sami podpowiadamy odpowiedź, którą chcielibyśmy usłyszeć.

Bezpośrednie pytanie o samobójstwo nie powoduje ani nie zwiększa myśli samobójczych. Może natomiast otworzyć rozmowę i pomóc rozpoznać zagrożenie.

Jeżeli usłyszysz „tak”, nie zaczynaj od: „Jak możesz?”, „A dzieci?”, „A ja?”, „Pomyśl, co byś nam zrobiła”.

Najpierw słuchaj. Nie oceniaj. Nie zostawiaj jej z tym samej. I zacznij organizować pomoc.

Jeżeli zagrożenie jest realne, bezpieczeństwo jest ważniejsze od idealnej rozmowy

Jeżeli pojawia się konkretny plan, przygotowania do samobójstwa, dostęp do środków umożliwiających odebranie sobie życia albo czujesz, że zagrożenie jest bezpośrednie, nie kończ na rozmowie.

W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia nie zostawiaj osoby samej i wezwij pomoc.

Istotnym elementem profilaktyki jest także zmniejszenie dostępu do środków, których osoba mogłaby użyć do odebrania sobie życia.

W praktyce może to oznaczać również bezpieczne przechowywanie dużych zapasów leków lub innych potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów.

Nie chodzi o potajemne kontrolowanie dorosłej osoby. Chodzi o wspólne zwiększenie bezpieczeństwa w czasie kryzysu, najlepiej z udziałem specjalisty.

„Dobrze, ale gdzie właściwie mamy pójść?”

To pytanie słyszę bardzo często. I właśnie dlatego sama rada „Idźcie po pomoc” nie wystarcza.

W Polsce do lekarza psychiatry w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia nie potrzeba skierowania.

Osoba dorosła może również zgłosić się do Punktu Zgłoszeniowo-Koordynacyjnego działającego w ramach Centrum Zdrowia Psychicznego właściwego dla jej obszaru. Nie trzeba skierowania ani wcześniejszej rejestracji.

Partner może pomóc bardzo konkretnie. Nie tylko powiedzieć: „Powinnaś pójść do psychiatry”.

Może usiąść obok i znaleźć miejsce pomocy. Zadzwonić razem z nią. Pomóc umówić wizytę. Pojechać razem, jeśli tego chce. Poczekać. Przejąć część codziennych obowiązków. I następnego dnia ponownie zapytać: „Jak jest dzisiaj?”.

Nie po to, żeby kontrolować. Po to, żeby nie zniknąć po jednej rozmowie.

W nagłym zagrożeniu można zgłosić się do szpitala psychiatrycznego bez skierowania; drogą do pilnej pomocy są również numer 112 lub 999, izba przyjęć albo SOR przy szpitalu z oddziałem psychiatrycznym.

Partner też jest człowiekiem

O tym mówi się zdecydowanie za mało. Towarzyszenie komuś w depresji potrafi być wyczerpujące.

Możesz czuć bezradność. Lęk. Złość. Frustrację. Odrzucenie. Możesz któregoś dnia pomyśleć: „Nie wiem już, co jeszcze mogę zrobić”.

To nie musi oznaczać braku miłości.

Partner osoby chorującej również potrzebuje odpoczynku, własnych relacji, granic, a czasami konsultacji ze specjalistą.

Bo wspieranie nie oznacza rezygnacji z siebie. Nie możesz zostać jedynym człowiekiem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo drugiej osoby. Nie możesz zastąpić psychiatry, psychologa czy psychoterapeuty.

Możesz natomiast zrobić coś bardzo ludzkiego.

Nie odwrócić wzroku.

Nie za nią. Nie przed nią. Razem z nią.

Nie wierzę w romantyczną opowieść, że miłość leczy depresję. Byłaby piękna. Ale byłaby nieprawdziwa.

Wierzę natomiast, że dobra relacja może stworzyć miejsce, w którym człowiek na chwilę przestanie udawać.

Że czyjaś obecność może pomóc wykonać pierwszy telefon. Że ktoś może pojechać z tobą do psychiatry, kiedy sama nie masz siły. Może usiąść obok, kiedy nie chcesz rozmawiać. Nie przestraszyć się twojego płaczu. Wytrzymać twoje: „Nie wiem”. I odpowiedzieć: „Dobrze. Nie musisz teraz wiedzieć”.

Dlatego gdybym miał powiedzieć coś mężczyźnie, który widzi, że kobieta, którą kocha, zaczyna znikać mu po kawałku, powiedziałbym:

Nie zaczynaj od naprawiania. Najpierw zauważ. Nie mów jej, że ma wszystko. Zapytaj, czego jej właśnie zabrakło.

Nie tłumacz, dlaczego powinna być szczęśliwa. Spróbuj zrozumieć, dlaczego nie potrafi już tego szczęścia poczuć.

Nie bój się ciszy. Ale nie pozwól też, żeby cisza została jedynym językiem między wami.

Powiedz: „Widzę cię”. „Martwię się o ciebie”. „Nie musisz przede mną być silna”.

A kiedy nie będzie potrafiła opowiedzieć ci całej historii, zapytaj tylko: „Powiedz mi, gdzie jesteś”.

Może odpowie: „Nie wiem”. Wtedy możesz powiedzieć: „Dobrze. To zacznijmy właśnie tutaj”.

Bo czasami największym wsparciem nie jest znalezienie właściwych słów. Jest nim człowiek, który nie odchodzi tylko dlatego, że druga osoba nie potrafi ich jeszcze znaleźć.

Nie za nią. Nie przed nią. Razem z nią.

GDZIE SZUKAĆ POMOCY

Jeżeli Ty lub ktoś bliski znajduje się w kryzysie psychicznym, nie trzeba czekać, aż sytuacja stanie się „wystarczająco poważna”.

116 123 – telefon wsparcia emocjonalnego dla osób dorosłych, dostępny całodobowo.

800 70 2222 – Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym, dostępne całodobowo.

112 lub 999 – w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia.

Do psychiatry na NFZ nie jest potrzebne skierowanie. Osoba dorosła może również zgłosić się bez skierowania i wcześniejszej rejestracji do Punktu Zgłoszeniowo-Koordynacyjnego w Centrum Zdrowia Psychicznego działającym na jej obszarze.

Jeżeli martwisz się o kogoś bliskiego, nie czekaj na „pewność”, że sytuacja jest wystarczająco poważna. Rozmowa może być początkiem pomocy.

Życie warte jest rozmowy.  zwjr.pl

Przemysław Staniszewski

 suicydolog • psycholog • psychotraumatolog