Nasze życie składa się z blizn. Jedne zostają po porażkach, inne po sukcesach. Bo wszystko, co było dla nas naprawdę ważne, zostawia ślad.
Kiedy myślimy o bliznach, najczęściej patrzymy na ciało. Widzimy kreskę na skórze po operacji, wypadku, skaleczeniu. Czasami pamiętamy dokładnie, kiedy powstała. Innym razem trzeba się chwilę zastanowić.
Ale przecież nie wszystkie blizny można zobaczyć. Niektóre z najważniejszych nie znajdują się na naszym ciele.
Nosimy je w pamięci.
W sposobie, w jaki reagujemy na określone słowa. W ostrożności, z jaką zaczynamy ufać ludziom. W lęku pojawiającym się czasami zupełnie nieproszony. W numerze telefonu, którego nie potrafimy usunąć, chociaż wiemy, że nikt już go nie odbierze.
W piosence, której przez lata nie potrafimy słuchać. W zapachu, który w jednej sekundzie przenosi nas kilkanaście lat wstecz.
W pustym miejscu przy stole. W zdaniu wypowiedzianym kiedyś przez człowieka, którego być może nie ma już w naszym życiu, a które nadal potrafimy powtórzyć słowo w słowo.
To też są blizny. Tylko ich nie widać.
Blizna nie jest raną
To rozróżnienie wydaje mi się niezwykle ważne. Rana jest czymś, co właśnie się wydarza. Boli. Czasami krwawi. Wymaga opatrzenia, czasu, a niekiedy pomocy drugiego człowieka. Blizna jest czymś innym.
Jest śladem tego, że wydarzyło się coś, co naruszyło naszą dotychczasową ciągłość, ale rozpoczął się również proces gojenia.
I tutaj metafora ciała bardzo dobrze spotyka się z psychiką. Zdrowienie psychiczne nie zawsze oznacza zapomnienie.
Można przeżyć żałobę i nadal tęsknić. Można wyjść z kryzysu i pamiętać noc, podczas której wydawało się, że nie będzie już jutra.
Można ponownie zaufać, pamiętając jednocześnie, jak bolała zdrada. Można pokochać kolejny raz, nie wymazując miłości, która była wcześniej. Można nauczyć się żyć dalej bez udawania, że nic się nie wydarzyło.
Czasami zdrowienie zaczyna się właśnie wtedy, kiedy człowiek potrafi spojrzeć na własną historię i powiedzieć:
Tak. To było częścią mojego życia. Ale nie jest całym moim życiem.
Nie każda blizna musi być lekcją
Nie lubię zdania: „wszystko dzieje się po coś”. Nie wszystko. Są doświadczenia, które nigdy nie powinny były się wydarzyć.
Są krzywdy, których człowiek nie powinien był doznać. Są straty, których nie trzeba usprawiedliwiać. Są wydarzenia, dla których nie musimy szukać ukrytego sensu tylko po to, żeby łatwiej było nam o nich opowiadać.
Człowiek nie musi być wdzięczny za swoje cierpienie. Nie musi również udowadniać światu, że tragedia uczyniła go silniejszym.
Czasami wystarczy, że przeżył. Zbyt łatwo romantyzujemy odporność psychiczną. Patrzymy na kogoś, kto przeszedł przez coś bardzo trudnego, i mówimy: „Ale jesteś silny”.
Tylko że być może ten człowiek wcale nie chciał być silny. Chciał nie musieć przez to przechodzić. Dlatego nie każda blizna jest medalem.
Niektóre są po prostu śladem tego, co się wydarzyło. I mają prawo nim pozostać.
Kiedy człowiek nie widzi już wyjścia
Jest jeszcze jeden rodzaj ludzkiego doświadczenia, przy którym metafora niewidocznej rany nabiera dla mnie szczególnego znaczenia.
Kryzys samobójczy.
Pracując z człowiekiem znajdującym się w takim kryzysie, musimy oczywiście ocenić zagrożenie. Pytać o myśli samobójcze, zamiar, plan, wcześniejsze zachowania, dostęp do środków, czynniki ryzyka i czynniki chroniące. Kiedy życie jest bezpośrednio zagrożone, jego ochrona jest pierwszym zadaniem.
Ale jeżeli zobaczymy wyłącznie ryzyko samobójstwa, możemy przestać widzieć człowieka.
A za pytaniem o śmierć znajduje się przecież jego historia.
Czasami są tam miesiące albo lata cierpienia. Poczucie uwięzienia. Beznadziejność. Samotność. Wstyd. Utrata. Przeciążenie. Przekonanie o byciu ciężarem. Rozpad ważnej relacji. Doświadczenie przemocy. Choroba. Kryzys ekonomiczny. Albo wiele rzeczy, które nałożyły się na siebie tak bardzo, że człowiek przestał widzieć możliwość dalszego życia w obecnych warunkach.
I właśnie dlatego trzeba być bardzo ostrożnym z prostym zdaniem:
„Osoba w kryzysie samobójczym nie chce umrzeć. Chce tylko przestać cierpieć”.
Czasami rzeczywiście tak jest. Ale nie zawsze.
Doświadczenie suicydalne jest bardziej złożone. Może obejmować ambiwalencję, zmieniające się nasilenie intencji, poczucie psychicznego bólu, beznadziejności czy uwięzienia. Nie możemy zakładać, że każdy człowiek przeżywa je tak samo.
Możemy natomiast zrobić coś innego.
Zapytać.
Nie zakładać. Nie dopowiadać za niego historii. Nie mówić mu, dlaczego chce umrzeć.
Spróbować zrozumieć, dlaczego w tej konkretnej chwili śmierć zaczęła wyglądać dla niego jak rozwiązanie.
Bo czasami najważniejszym pytaniem nie jest: „Dlaczego chcesz umrzeć?” ale: „Co sprawia, że tak trudno jest Ci teraz żyć?”
I dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa.
Człowiek nie jest swoim najgorszym dniem
Kryzys może minąć. To nie oznacza, że historia znika. Pozostaje ślad.
Człowiek może wracać do życia, odbudowywać relacje, odzyskiwać poczucie wpływu, ponownie doświadczać bliskości, ciekawości, przyjemności i sensu. Może nauczyć się wcześniej rozpoznawać własne sygnały ostrzegawcze. Może nauczyć się prosić o pomoc, zanim cierpienie ponownie stanie się nie do zniesienia.
Ale nie musimy z tego robić opowieści o bohaterze, który „pokonał wszystko”. Bo człowiek po kryzysie samobójczym nie potrzebuje kolejnej etykiety.Człowiek nie jest swoją próbą samobójczą.
Nie jest swoimi myślami samobójczymi. Nie jest diagnozą. Nie jest najgorszą decyzją, jaką podjął.
I przede wszystkim: nie jest najgorszym dniem swojego życia.
Jest również tym wszystkim, co wydarzyło się wcześniej i później.
Każdym kolejnym porankiem. Każdą rozmową. Każdym człowiekiem, który został. Każdym momentem, kiedy sam zdecydował się zostać jeszcze trochę. Każdym kolejnym fragmentem życia, którego w najciemniejszym momencie nie był jeszcze w stanie zobaczyć.
Dlatego w pracy z człowiekiem w kryzysie nie wystarczy patrzeć na ranę. Trzeba zobaczyć człowieka, który ją nosi.
I zrobić wszystko, co możliwe, żeby kiedyś rana mogła stać się blizną.
Ale blizny zostawiają również dobre rzeczy
Jest jednak druga strona tej historii, o której znacznie rzadziej myślimy. Blizny pozostawiają w nas nie tylko porażki.
Pozostawiają je również sukcesy. Brzmi dziwnie?
Przecież sukces kojarzy się z radością, satysfakcją, dumą. I często właśnie taki jest.
Tylko że prawie nigdy nie przychodzi za darmo.
Za niektórymi naszymi sukcesami stoją miesiące albo lata wysiłku. Nieprzespane noce. Zwątpienie. Ryzyko. Rezygnacja z innych możliwości. Czas odebrany sobie albo bliskim.
Czasami, żeby dojść do miejsca, o którym kiedyś marzyliśmy, musieliśmy po drodze pożegnać człowieka, którym byliśmy wcześniej.
I kiedy w końcu stajemy tam, dokąd tak długo szliśmy, okazuje się, że człowiek, który dotarł do celu, nie jest już tym samym człowiekiem, który kiedyś wyruszył.
To również jest ślad. Nie po przegranej. Po drodze.
Po bliznach poznasz, że żyłem
Może więc nasze życie nie jest historią o tym, jak uniknąć wszystkich ran.
Może nie da się przejść przez kilkadziesiąt lat życia, naprawdę kochać, podejmować decyzje, ryzykować, tracić, próbować, budować relacje i spełniać marzenia, nie pozostawiając na sobie żadnego śladu.
I może wcale nie o to chodzi.
Kiedy patrzę na człowieka, nie interesuje mnie tylko to, ile razy upadł. Interesuje mnie również to, ile razy próbował wstać.
Nie tylko kogo stracił. Także kogo kochał. Nie tylko czego się bał. Również to, mimo jakiego lęku zrobił następny krok.
Nie tylko ile razy przegrał. Ale ile razy po przegranej zdecydował, że jeszcze raz spróbuje.
Nasze niewidzialne blizny mogą mówić bardzo różnymi głosami.
Jedna: tu kochałem. Druga: tu straciłem.
Kolejna: tu się bałem. Jeszcze inna: tu upadłem.
A obok niej być może znajduje się ta, która mówi: tu wstałem.
Jest też taka: tu wygrałem, ale zapłaciłem za tę drogę wysiłkiem, którego nikt poza mną nie widział.
I być może gdzieś pozostanie blizna, której znaczenia nigdy do końca nie zrozumiemy. Nie szkodzi. Nie wszystkie rozdziały własnego życia musimy potrafić wyjaśnić. Nie wszystkie muszą mieć morał. Nie wszystkie muszą kończyć się zdaniem: „dzięki temu stałem się silniejszy”.
Wystarczy, że są nasze.
Gdybym więc kiedyś miał opowiedzieć swoje życie bez dat, stanowisk, dyplomów, sukcesów i porażek, być może nie potrzebowałbym wielu słów.
Powiedziałbym:
Kochałem. Traciłem. Wygrywałem. Przegrywałem. Bałem się. Tęskniłem. Upadałem. Wstawałem.
Czasami wiedziałem dokładnie, dokąd idę. Czasami kompletnie się gubiłem. Były dni, kiedy życie wydawało się proste.
I takie, kiedy trzeba było walczyć o następny dzień. Ale byłem. Żyłem.
A jeśli kiedyś będziesz chciał wiedzieć, jak bardzo spójrz na moje blizny.
Bo życie zostawia ślady nie tylko wtedy, kiedy nas rani. Zostawia je zawsze wtedy, kiedy naprawdę ma dla nas znaczenie.
Przemek