Przejdź do treści
Home » Blog » Płomień, który gaśnie w ciszy. Opowieść o kobietach, które zapomniały, że mogą być”

Płomień, który gaśnie w ciszy. Opowieść o kobietach, które zapomniały, że mogą być”

Zniknąć. Ale nikt tego nie zauważy. O dziewczętach, które gasną w codzienności

Wyobraź sobie świecę. Wysoką, białą, pachnącą wanilią. Kiedy ją zapalasz, rozświetla pokój ciepłym światłem. Czujesz jej obecność. Widzisz, że istnieje.

Ale z czasem knot skraca się, płomień staje się niższy. I chociaż świeca wciąż stoi na stole, już nie przyciąga wzroku tak jak na początku. Aż któregoś dnia, kiedy wrócisz do domu, zauważysz jedynie kawałek zimnego wosku.

Może nawet pomyślisz: „Kiedy to się stało? Przecież dopiero co ją zapaliłem…”

Tak właśnie znikają dziewczęta.

Dziewczyny, które mijasz w tramwaju, na uczelni, w pracy. Dziewczyny, które odpisują „wszystko OK” i wysyłają uśmiechniętą emotikonę. Dziewczyny, które są „jak zawsze”. Ale w środku… wszystko już cicho.

Dziewczynki, które dorastają i stają się kobietami w cieniu

Dziewczyny, które nauczyły się znikać, gdy dorastają, często wchodzą w relacje, w których ich delikatność i brak granic stają się narzędziem w cudzych rękach. Stają się kobietami, które potrafią przepraszać za wszystko nawet za to, że oddychają.

Kobietami, które zamiast pytać:

 „Czy on mnie kocha?”, pytają: „Co jeszcze mogę zrobić, żeby mnie kochał?”.

Wchodzą w związki, które od początku budowane są na nierównowadze.

On mówi: „Jesteś za wrażliwa”, a ona zaczyna wierzyć, że przesadza. On mówi: „Nie umiesz się bawić”, a ona zaczyna wierzyć, że coś z nią jest nie tak. On mówi: „Gdzie byś była beze mnie?”, a ona zaczyna wierzyć, że bez niego naprawdę by nie przetrwała.

Powoli odbierana jest jej godność. Na początku niezauważalnie. Często w drobnych, ironicznych uwagach. W kontrolowanych wiadomościach: „Kiedy wracasz?”, „Kto tam był?”, „Dlaczego nie odpisałaś od razu?”.

Potem w zakazach: „Nie ubieraj tego”, „Nie spotykaj się z nią”, „Nie idź tam sama”.

Aż w końcu w biernym lub czynnym przemocowym odcinaniu od przyjaciół, rodziny, od samej siebie.

Tłumione, niszczone, w końcu nieobecne

Z czasem przestają pytać siebie o swoje marzenia. Przestają mówić głośno o tym, co czują. Przestają odróżniać swoje pragnienia od cudzych oczekiwań. Ich ciało staje się przedmiotem do kochania, oceniania, poprawiania. Ich psychika staje się areną walki, którą zawsze przegrywają. Ich duch staje się cieniem.

W końcu przestają istnieć naprawdę. Uśmiechają się na zdjęciach, wrzucają posty z wakacji, chodzą do pracy. Ale w środku cisza, której nikt nie słyszy.

Gasną powoli. I nikt tego nie widzi

Nie odchodzą nagle. Nie trzaskają drzwiami, nie pakują walizek. Znikają po trochu dzień po dniu, myśl po myśli, uczucie po uczuciu.

Na początku nic nie widać. Śmieją się w towarzystwie. Wracają na czas. Odbierają telefony.

Ale w środku toczą niewidzialną wojnę. Ich pewność siebie kruszy się jak stare mury pod naporem deszczu. Ich wiara w to, że są coś warte, rozpada się jak zamek z piasku, kiedy przypływ zmywa go jednym ruchem.

I nawet one same nie potrafią powiedzieć, kiedy dokładnie przestały być sobą.

Może to była jedna uwaga na temat ich wyglądu. Może porównanie do kogoś „lepszego”. Może nieudana próba, której nikt nie zauważył, ale one w środku uznały za dowód porażki.

Dlaczego znikamy? O ciszy, której nikt nie słyszy

Być może Ty też znasz to uczucie. Cisza w środku. Cisza, która nie jest spokojem, tylko pustką. Cisza, która nie koi, tylko odcina od życia. Cisza, w której krzyk rozbija się echem i ginie, zanim ktokolwiek zdąży odpowiedzieć.

Dziewczyny uczą się być grzeczne.

Nie sprawiać kłopotu. Nie prosić za dużo. Nie płakać „bez powodu”. Nie mówić głośno o tym, co boli, żeby nie być „trudne”.

Więc zaczynają znikać.

Najpierw rezygnują z małych rzeczy. Przestają mówić, czego chcą. Nie zabierają głosu na zajęciach. Nie pytają, czy ktoś ich naprawdę kocha.

Potem rezygnują z większych. Przestają marzyć. Nie próbują aplikować na wymarzone studia. Nie wierzą, że zasługują na kogoś, kto kocha całym sercem. Aż w końcu rezygnują z siebie.

Nie wracają, żeby coś odzyskać. Tylko żeby się upewnić

One czasem wracają do miejsc, gdzie kiedyś czuły się szczęśliwe.

Wracają do parków, w których biegały jako małe dziewczynki.

Do sali baletowej, gdzie pierwszy raz uwierzyły, że mogą być lekkie jak piórko.

Do pokoju, w którym spisywały marzenia w różowym pamiętniku.

Ale nie wracają, żeby coś odzyskać. Wracają tylko po to, by się upewnić, że nic już ich tam nie trzyma. Że to, co kiedyś bolało, dziś jest tylko ciszą. Że nie ma już kogo ratować. Że przestały być sobą tak dawno temu, że nawet nie pamiętają, jak to jest być „pełną”.

Cisza, której nikt nie słyszy. Cisza, w której człowiek znika naprawdę

Gdy ktoś umiera w środku, nie ma dźwięku upadku. Nie ma huku. Nie ma rozbicia szkła. Nie ma krwi. Jest tylko cisza. Cisza, która boli bardziej niż krzyk. Cisza, która jest niewidzialną raną. Cisza, której nie zatrzymają ani lajki, ani sukcesy, ani potwierdzenia od innych.

Może Ty też znikasz, tylko nikt tego nie zauważył?

Skąd bierze się brak wiary w siebie?

Dziewczyny uczą się tego od najmłodszych lat.

Słyszą: „Nie bądź taka pewna siebie”, „Nie wywyższaj się”, „Nie przesadzaj”.

To niewinne słowa. Ale dla młodego serca są jak igły, które wbijają się powoli, aż
w końcu zostaje tylko przekonanie: „Nie jestem wystarczająca”.

To wszystko wchodzi w ich ciało, w ich gesty, w sposób, w jaki chowają dłonie, kiedy ktoś ich chwali.

W to, jak spuszczają wzrok, gdy ktoś mówi: „Śliczna jesteś” bo w głowie słyszą: „Ale i tak pewnie ktoś inny jest lepszy”.

To powolne, niemal niedostrzegalne obumieranie.

Jak roślina, której codziennie odrobinkę za mało wody.

„Jestem za mała”. Syndrom niewidzialności

W gabinecie słyszę: „Nie wiem, kim jestem”, „Czuję się pusta”, „Nie mam nic, co by mnie wyróżniało”.

To nie są słowa „leniwej” dziewczyny.

To echo braku wiary w to, że mają prawo być zauważone.

Że mogą być ważne bez wysiłku, bez nieustannego udowadniania swojej wartości.

Ten syndrom niewidzialności to więcej niż brak pewności siebie.

To stan, w którym dziewczyna staje się przeźroczysta najpierw dla innych, potem dla samej siebie.

Kiedy zaczynasz siebie zdradzać?

Nie zawsze jest to wielka zdrada. Nie zawsze chodzi o to, że ktoś kogoś zostawił.

Czasem to zdrada mała jak odłożone marzenie.

Jak nieprzeczytana książka.

Jak niepowiedziane „kocham”.

Jak odwołany wyjazd, bo „przecież inni ważniejsi”.

Każda taka mikrozdrada odcina Ci kawałek siebie.

Aż w końcu któregoś dnia budzisz się i nie wiesz, czego chcesz.

Nie pamiętasz, co kochasz.

Nie poznajesz się w lustrze.

Historie dziewczyn, które zniknęły, zanim ktoś zdążył krzyknąć „Stój!”

Historia Oli „Ja już nie mam swojego życia”

Ola miała 27 lat, kiedy zgłosiła się na konsultację.

„Nie wiem, kim jestem” powiedziała na pierwszym spotkaniu. „Czuję się, jakbym żyła dla niego. Wszystko w moim życiu jest dla niego, pod niego, przez niego”.

Zaczęło się niewinnie.

Poznała swojego partnera na studiach. Był charyzmatyczny, pewny siebie, miał tysiące pomysłów. Wszyscy mówili: „Masz szczęście, że ktoś taki na ciebie spojrzał”.

Ola w to uwierzyła.

Na początku mówił: „Nie ubieraj tej sukienki, wyglądasz zbyt wyzywająco”.

Potem: „Nie idź sama na siłownię, tam są sami faceci”.

Potem: „Nie spotykaj się z tą koleżanką, bo ma na ciebie zły wpływ”.

Aż w końcu: „Przecież ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre”.

Gdyby ktoś zapytał Olę, dlaczego została, odpowiedziałaby: „Bo kocham”.

Ale to nie była miłość to była zależność.

Ola odcięła się od przyjaciół, zrezygnowała z pracy, przestała malować obrazy, które kochała.

Gdy przyszła na terapię, w środku była już tylko cisza.

Historia Marty  „Nie chciałam przeszkadzać”

Marta miała 21 lat, kiedy zaczęła spotykać się z chłopakiem starszym o 10 lat.

 „On mnie znał lepiej niż ja sama”  mówiła.

Na początku czuła się wyjątkowa. Dostawała prezenty, słyszała komplementy, czuła się bezpieczna.

Ale wkrótce usłyszała: „Jesteś zbyt dziecinna”. „Jak możesz być taka naiwna?”. „Nie wiesz, co to prawdziwe życie”.

Marta zaczęła milknąć. Nie chciała, żeby się złościł. Nie chciała, żeby odszedł.

Nie chciała być „problemem”. Stopniowo przestała mówić o swoich marzeniach o studiach w innym mieście.

Nie mówiła, że kocha konie, bo on śmiał się, że „to hobby dla głupich dziewczynek”.

Przestała kontaktować się z mamą, bo „ciągle się wtrącała”.

Marta nauczyła się, że „dobra dziewczyna” nie przeszkadza.

Aż któregoś dnia obudziła się w łóżku i nie pamiętała, czego chciała od życia.
 „Nie wiem, co lubię jeść, nie wiem, co chciałabym robić” , mówiła mi przez łzy.

Mój osobisty głos do Ciebie

Pisząc ten tekst, myślę o każdej dziewczynie i kobiecie, która kiedykolwiek siedziała naprzeciwko mnie w gabinecie.

O tych, które miały w oczach ocean pytań: „Czy jestem wystarczająca?”, „Czy mam prawo żyć po swojemu?”, „Czy jeszcze można mnie uratować?”.

O tych, które nauczyły się być „ciche”, żeby nikomu nie przeszkadzać.

O tych, które udawały silne, a w środku krzyczały o miłość.

Wiem, jak bardzo przerażające jest wyjście z roli „grzecznej dziewczynki”.

Wiem, jak trudne jest powiedzenie „nie”, kiedy całe życie uczyli Cię mówić „tak”.

Wiem, jak ciężko jest uwierzyć, że zasługujesz na przestrzeń, na głos, na granice.

Ale też wiem, że za każdym „nie” kryje się kawałek wolności.

Za każdą granicą kryje się fragment Twojej duszy, który przetrwał.

Za każdą łzą, której nie wstydzisz się pokazać, kryje się odwaga większa niż myślisz.

Jeśli dzisiaj czujesz, że znikasz zatrzymaj się.

Nie musisz od razu biec, głośno krzyczeć, zmieniać całego życia w jeden dzień.

Wystarczy, że zrobisz jeden krok w stronę siebie.

Jedną decyzję podjętą z myślą o sobie, nie o innych.

Jedno „tak” dla swojego marzenia.

Jedno „nie” dla tego, co Cię niszczy.

Nie chcę, żebyś była historią, którą opowiada się w czasie przeszłym.

Chcę, żebyś była żywa, pełna, nieidealna, ale prawdziwa.

Chcę, żebyś w końcu spojrzała w lustro i powiedziała: „Jestem. I to wystarczy”.

Jako suicydolog, psycholog, ale przede wszystkim jako człowiek, który wierzy w drugiego człowieka proszę Cię:

nie znikaj.

Świat potrzebuje Ciebie. Nie takiej, jaką chcą Cię widzieć inni.

Ale właśnie takiej, jaka jesteś naprawdę.

Przemek – człowiek

3 komentarze do “Płomień, który gaśnie w ciszy. Opowieść o kobietach, które zapomniały, że mogą być””

  1. Przeczytałam, poleciały łzy. Pokazałam przyjaciółce, poleciały łzy…

  2. Przemek_psycholog

    Te łzy są ważne… bo mówią więcej niż słowa. Dziękuję, że pozwoliła Pani tekstowi poruszyć serce swoje i przyjaciółki. To dla mnie znak, że ta opowieść naprawdę żyje dalej w ludziach, w rozmowach, w ciszy, która nie musi już być samotna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *