Nikt nie powinien być zmuszany do oglądania takiego typu filmów. Ktoś wspominał w komentarzu „Trainspotting”. I owszem, mnie też skutecznie zraził do narkotyków. Ale „Dom dobry” to ta sama kategoria co „Cześć, Tereska” i podobnych dzieł. To film, który przerazi dzieciaki z realnie dobrych domów (nie bogatych, tylko nie patologicznych w sensie o jakim mówi film) i straumatyzuje dzieci z domów przemocowych. To jest bardzo lekkomyślne, nie przemyślane i aroganckie zachowanie nauczycieli. Aroganckie w tym sensie, że świadomość, że oni poradzą sobie z tym filmem rzutuje na odbiór tego filmu przez nie dorosłe osoby, bez wyuczonych mechanizmów obronnych. Przemekpsycholog.pl, jak myślisz?
Joasiu, mogę?
Pozwól, że odniosę się do Twoich słów zdanie po zdaniu. Bo tu naprawdę chodzi o życie i o bezpieczeństwo nie tylko widzów, ale i uczniów.
Zgadzam się z Tobą w stu procentach.
Przemoc zwłaszcza tak realistycznie pokazana nie jest „materiałem obowiązkowym”. To nie jest kartkówka z historii kina. To jest uderzenie w czyjąś psychikę, we wspomnienia, w ciało, które pamięta. I naprawdę uważam, że nikt ani dorosły, ani nastolatek nie powinien być wpychany w taki seans „bo to ważne społecznie”.
Ważne społecznie jest też to, żebyśmy ludzi nie doraniali pod pretekstem edukacji.
Tak, są filmy, które działają jak szczepionka obrzydzają narkotyki, alkohol, przemoc. „Trainspotting” był dla wielu takim zimnym prysznicem.
Ale jest różnica między obrzydzeniem substancji, a uruchomieniem osobistej traumy.
Narkotyki nie biją Cię w dzieciństwie. Ojciec – tak. Partner – tak. „Dobry dom” – tak, pokazuje właśnie to. I tu wchodzimy na inną półkę ryzyka.
Tu też czuję, o co Ci chodzi.
To są filmy, które nie zostawiają widza w bezpiecznym miejscu. One obdzierają iluzję, pokazują brudną twarz rzeczywistości. „Dom dobry” dokładnie w to celuje: brutalna, powtarzalna przemoc domowa, narastający terror, klaustrofobia czterech ścian, mechanizm „złotego chłopaka”, który za drzwiami zamienia się w kata.
I tu pojawia się problem: takie kino jest ważne, ale nie jest neutralne. Nie każdy widz dźwiga ten poziom prawdy.
Tak, masz rację młody człowiek, który dorastał w domu bez przemocy, może po takim seansie poczuć, jakby ktoś nagle pociągnął mu dywan spod nóg.
Bo ten film mówi wprost: „To, że u Ciebie jest spokojnie, nie znaczy, że tak jest u sąsiadki za ścianą”.
U nastolatków z „dobrych domów” może pojawić się:
lęk: „A jeśli ja też kiedyś trafię na takiego partnera?”.
nieufność: „Czy w ogóle można komuś ufać?”.
poczucie zagrożenia: „Świat jest bardziej niebezpieczny niż mi mówili”.
To nie znaczy, że mają tego nie oglądać nigdy. Ale nie można udawać, że to „tylko film”.
Tu, szczerze, robi mi się bardzo poważnie.
Bo tu już nie mówimy o „przerazi”. Tu mówimy o wtórnej traumatyzacji czyli o tym,
że człowiek, który już raz przeżył piekło, zostaje wrzucony w coś bardzo podobnego, bez wyjścia, bez wsparcia, bez słów: „uważaj, to może Ci zrobić krzywdę”.
Osoba, która ma za sobą przemoc domową, po takim filmie może: mieć flashbacki, koszmary, ataki paniki, wrócić myślami do momentów, które próbowała zakopać, zacząć czuć tak silny lęk i beznadzieję, że pojawią się myśli rezygnacyjne, a nawet samobójcze.
I tak tu widzę realne ryzyko.
Zwłaszcza, jeśli ktoś jest w terapii, w świeżym kryzysie, „na cienkiej linie”. Taki seans bez ostrzeżenia to może być za dużo.
Rozumiem Twój gniew.
Ja bym powiedział tak: to jest minimum lekkomyślne. A miejscami naprawdę aroganckie.
Bo jeśli dorośli nauczyciele, wychowawcy organizują grupowe wyjście na film, który
jest: oficjalnie rekomendowany od 15–16 roku życia w kinach, opisany przez krytyków jako „esencja przemocy”, „młot w głowę”, „film, po którym ludzie wychodzą na drżących nogach”, to naprawdę mają obowiązek:
przygotować uczniów, dać możliwość niewzięcia udziału, zapewnić bezpieczne omówienie po seansie, mieć świadomość, że w grupie mogą być osoby z doświadczeniem przemocy
lub w kryzysie suicydalnym.
Jeśli ktoś tego nie robi, a idzie w narrację: „jakoś to będzie, obejrzą, zrozumieją, to ważne”
to ja, jako suicydolog, widzę w tym brak odpowiedzialności za skutki psychiczne.
To jest dokładnie sedno.
Dorośli patrzą na ten film przez pryzmat własnych doświadczeń, własnej odporności, własnych mechanizmów obronnych.
Młodzi szczególnie ci przed 18 rokiem życia dopiero je budują.
Dla osoby dorosłej ten film może być wstrząsem, który otwiera oczy.
Dla nastolatka wstrząsem, który rozbija poczucie bezpieczeństwa, albo rozrywa stare rany.
I tutaj wchodzimy już na mój grunt zawodowy: zamknięty, przemocowy dom to pole wysokiego ryzyka presuicydalnego, poczucie braku wyjścia („nie mam dokąd pójść,
nikt nie zrozumie”) jest jednym z kluczowych czynników ryzyka, wstyd, poczucie winy, milczenie, dokładnie to, co ten film pokazuje to paliwo dla kryzysu suicydalnego.
Jeśli młodej osobie, która coś takiego przeżywa, pokażemy ten film bez żadnej siatki bezpieczeństwa, to naprawdę możemy jej zrobić krzywdę. Nawet jeśli nasze intencje były „edukacyjne”.
To teraz moja odpowiedź jako suicydologa i psychotraumatologa
Czy ten film w ogóle warto oglądać?
Tak. To jest ważny film.
Pokazuje przemoc w sposób bezlitosny, ale prawdziwy. Widzimy cykle przemocy, „miodowe miesiące”, gaslighting, izolację, narastający lęk.
Dla wielu kobiet (i mężczyzn) może być jak lustro: „To, co mam w domu, to nie jest normalna kłótnia. To jest przemoc.”
Czy to film dla młodzieży?
Szczerze?
Moim zdaniem nie jest to film do grupowych wyjść szkolnych.
Nawet jeśli formalnie jest „od 16 lat”, ja jako suicydolog i psychotraumatolog byłbym dużo bardziej ostrożny.
Dopuściłbym jedynie sytuacje, w których: młody człowiek sam decyduje się pójść,
ma świadomość, o czym jest film, ma po seansie możliwość rozmowy z kimś dorosłym, bezpiecznym, uważnym.
Co z osobami po traumie przemocy domowej?
Tu zalecam bardzo dużą ostrożność.
Jeśli ktoś:
… jest w terapii,
… jest świeżo po wyjściu z przemocowej relacji,
… ma PTSD lub silne objawy lękowe,
to bez konsultacji z terapeutą/psychologiem ja bym tego filmu nie rekomendował.
On naprawdę może „przebić” to, co delikatnie próbujemy w terapii odbudowywać.
Czy przed i po filmie powinny być plansze z numerami pomocowymi?
Tak.
Bez żadnego „ale”.
Jeżeli w Polsce mamy film, który: pokazuje realną przemoc domową, dotyka doświadczeń setek tysięcy osób (statystyki Niebieskich Kart to około 60 tysięcy rocznie, a to tylko zgłoszone przypadki), wychodzi do ponad miliona widzów w 10 dni, to elementarna odpowiedzialność twórców, dystrybutorów i kin – to podać ludziom rękę:
Przed filmem:
„Ten film pokazuje przemoc domową w sposób bardzo realistyczny. Może wywołać silne emocje. Jeśli wiesz, że to może być dla Ciebie za dużo masz prawo zrezygnować.”
Po filmie: numery telefonów zaufania, informacje o ośrodkach interwencji kryzysowej, krótkie zdanie: „Jeśli to, co zobaczyłeś/zobaczyłaś, przypomina Twoją sytuację nie musisz z tym zostawać sam(a). Jest pomoc.”
To nie jest fanaberia. To jest podstawowa higiena psychiczna przy takiej tematyce.
A z myślą Frankla !!!
Frankl pisał, że człowiek, który ma „dlaczego”, jest w stanie przetrwać niemal każde „jak”.
Dla osób doświadczających przemocy tym „dlaczego” mogą być dzieci, ktoś bliski, wiara, pragnienie życia inaczej niż oprawca.
„Dom dobry” pokazuje ludzi, którym to „dlaczego” jest stopniowo zabierane:
odbiera się im godność, podporządkowuje, każe wierzyć, że są nic niewarci.
Jeśli zostawimy widza tylko z tym obrazem, to możemy niechcący wzmocnić jego poczucie bez sensu.
Ale jeśli po filmie:
powiemy wprost, że przemoc to nie jest wina ofiary, pokażemy drogi wyjścia, podkreślimy, że nawet w największym piekle można znaleźć sens w szukaniu pomocy i ochronie siebie, to wtedy film może stać się paradoksalnie początkiem zmiany.
Bo czasem sens na dziś brzmi bardzo prosto:
„Przetrwać tę noc. Zadzwonić. Poprosić kogoś, by był obok.”
I ja bym chciał, żeby „Dom dobry” prowadził właśnie tam do sensu, który ratuje, a nie do beznadziei, która dobija.
Podsumowując co bym powiedział jako Przemekpsycholog.pl bo to do mnie padło pytanie od Ciebie :
Tak, Joasiu, widzę Twoje obawy i w dużej mierze je podzielam.
Tak, uważam, że nikt nie powinien być zmuszany do oglądania tego filmu.
Tak, uważam, że organizowanie szkolnych wyjść na ten tytuł, bez zabezpieczenia i refleksji, jest co najmniej lekkomyślne.
Tak, uważam, że przed i po seansie powinny być jasne informacje, gdzie szukać pomocy.
I tak wierzę, że ten film może być ważnym narzędziem edukacji i zmiany, ale tylko wtedy, gdy towarzyszy mu obecność, rozmowa i konkretna oferta wsparcia.
Jeśli chcesz, możesz ten mój komentarz wstawić jako odpowiedź w całości albo we fragmencie.
To jest dokładnie to, co ja jako suicydolog, psycholog i człowiek, chciałbym w tej dyskusji powiedzieć.
Z serdecznością Przemek
Czekałam Przemku na Twój komentarz dotyczący filmu.
Ja, z podobnego związku odeszłam wiele lat temu. Zrobiłam to dla siebie i syna. Na szczęście wielu sytuacji z tamtego czasu nie pamiętam. Miałam wsparcie rodziny, przyjaciela, zgłosiłam się do Centrum Praw Kobiet.
Odchodząc zostawiłam wszystko. Zabrałam tylko swoje i syna rzeczy. Do tej pory, choć współpracuję z nim w sprawie wychowania syna, ograniczam kontakt do minimum.
Film był potrzebny, ale czy nastolatkowie są gotowi by go obejrzeć? Nie sądzę. Bez rozmowy z rodzicami, specjalistą obawiam się, że może wyrządzić krzywdę.
Dzięki Przemku za odniesienie się? To, co piszesz jest arcyważne i powinno trafić do każdej polskiej szkoły!
Pozdrawiam
Joanna FB
Dzięki Przemku za odniesienie się! To, co piszesz jest arcyważne i powinno trafić do każdej polskiej szkoły!
Pozdrawiam
Joanna FB
Dlaczego młodzi ludzie są zmuszani do ciągłego przyjmowania na swoje barki win i błędów dorosłych? Taki film niestety to zrobi. Wprowadzi wiele z nich, bo niestety niektóre już tkwią w takim piekle zgotowanym im przez najbliższych dorosłych, w świat okrutny i bezwzględny. My dorośli zostajemy w tym filmie zdemaskowani i obnażeni. Czy chcemy, aby młodzi ponownie musieli „szybko dorosnąć”? Czy wolno nam pozwolić im „dotknąć” bez wcześniejszego ich przygotowania, przepytania, aż tak wielkiego okrucieństwa i bezwzględności? Mało tego mają dookoła? Nie potrafimy ich przygotować i uwrażliwić na to i do tego co dotyczy ich samych. Ale chcemy, aby ogarnęli taki świat dotosłych?
Renato…
szczerze mówiąc, czytając Twoje słowa, poczułem ten znany ciężar pod mostkiem. Taki, który pojawia się wtedy, kiedy ktoś nazywa rzeczy po imieniu nie uciekając, nie łagodząc, nie udając, że świat jest delikatniejszy, niż jest naprawdę.
Masz rację. Ten film obnaża dorosłych. I tak, robi to brutalnie.
Ale i mówię to jako ktoś, kto od lat pracuje z młodymi w kryzysie wiele z tych dzieci i tak żyje codziennie w rzeczywistości dużo gorszej niż to, co zobaczyli na ekranie.
Ich własne domy często mówią twardszym językiem niż jakikolwiek film.
Moim zdaniem nie chodzi o to, czy „wolno im dotknąć” tej prawdy.
Oni ją dotykają codziennie.
Tylko najczęściej sami, w ciszy, bez słów, bez dorosłych, którzy chcieliby usiąść i zapytać:
„Co ty tam naprawdę czujesz?”
Problem leży gdzie indziej:
Dorośli przez lata stworzyli narrację, że to dzieci mają być odporne na świat dorosłych, a nie odwrotnie.
Im właśnie mówi się: „dasz radę”, „przesadzasz”, „inni mają gorzej”.
To jest ta okrutna szkoła przetrwania, którą tak trafnie nazwałaś „szybkim dorastaniem”.
A to przecież nie jest dorastanie.
To jest samotność podszyta strachem.
I wiesz, czego mi najbardziej zabrakło przez lata pracy w szkołach i domach?
Prawdziwej dorosłości u dorosłych.
Nie tej „surowej”, nie tej „ja wiem lepiej”, ale tej, w której bierzemy odpowiedzialność za własne błędy.
Bo młodzi nie mają być terapeutami dla swoich rodziców.
Ani powiernikami ich frustracji.
Ani amortyzatorami ich życia.
Ten film nie zmusza młodych do niczego.
On tylko pokazuje coś, w czym część z nich naprawdę żyje.
To dorośli mają się zastanowić, dlaczego tak wielu młodych ogląda go jak… lustro.
Masz rację: nie przygotowaliśmy ich na świat dorosłych.
Bo to nie oni mają być przygotowani.
To my mamy przestać robić im krzywdę.
I paradoksalnie może właśnie dlatego warto o tym filmie mówić.
Bo jeśli coś w nim jest zbyt bolesne, zbyt ostre, zbyt mocne, to znaczy tylko jedno:
że nie film jest problemem.
Problem jest w nas.
Dziękuję Ci za te słowa, za odwagę i za to, że patrzysz na młodych sercem, a nie schematem.
Takich dorosłych potrzebują najbardziej.
Przemek
Marto…
szczerze mówiąc, jak czytam Twoją historię, to mam wrażenie, że niesiesz w sobie siłę, którą wielu ludzi dopiero próbuje zrozumieć.
Bo odejść z takiego związku… to nie jest decyzja.
To jest walka o życie.
I o godność.
I o to, żeby dziecko zobaczyło świat bez strachu.
Zrobiłaś coś fundamentalnego: przerwałaś łańcuch.
A to potrafią zrobić tylko ci, którzy w pewnym momencie mówią: „dosyć, tu się kończy przemoc i zaczyna moje życie”.
I bardzo doceniam, że piszesz o wsparciu bo często właśnie to jest tym najważniejszym cieniem pod czyjeś skrzydła.
Rodzina, przyjaciel, Centrum Praw Kobiet.
Każda z tych rzeczy to sygnał, że nie musiałaś iść sama.
A to, uwierz, ratuje niejedną duszę przed wypaleniem.
Masz rację, kiedy pytasz o nastolatków.
Moim zdaniem ten film jest jak zimna woda: może obudzić, ale może też wystraszyć, jeśli człowiek stoi przy samej krawędzi.
I nie chodzi o to, że młodzi są „za wrażliwi”.
Oni po prostu często nie mają narzędzi, by nazwać to, co się w nich poruszy.
Nie mają słownika do bólu.
Nie mają dorosłego, który usiądzie i powie: „to nie Twoja wina”.
A niektóre sceny dotykają tak głęboko, że bez rozmowy mogą zostać w głowie jak drzazga.
Tu zgadzam się z Tobą całkowicie:
film jest potrzebny.
Ale młody człowiek powinien oglądać go z kimś, kto umie towarzyszyć nie ocenić, nie uciszyć, nie zbyć.
Z kimś, kto pomoże oddzielić fikcję od traum, które być może noszą w sobie od lat.
Bo są tacy, którzy zobaczą w tym filmie swoją rodzinę.
Swoje dzieciństwo.
Swoje lęki.
I to wymaga obecności, nie samotności.
Twoje pytanie „czy nastolatkowie są gotowi?” jest bardzo trafne.
Nie.
Nie są.
Ale nie dlatego, że są słabi.
Tylko dlatego, że my dorośli musimy wreszcie nauczyć się być obok, zanim pokażemy im świat, który potrafi zranić nawet nas.
Dziękuję Ci za ten głos.
Za to, że mówisz o swojej historii bez dramatyzmu, ale z prawdą.
Za to, że pokazujesz, iż można wyjść z cienia przemocy, ale to wymaga odwagi, czasu i ludzi, którzy potrafią wyciągnąć rękę.
I za to, że pamiętasz, że młodzi nie powinni iść sami przez taki las.
To my jesteśmy od tego, żeby zapalić im światło.
z serdecznością Przemek
Marto… dziękuję, że to napisałaś.
Czytam Twoje słowa i widzę w nich nie tylko historię, ale drogę taką, która kosztowała coś więcej niż łzy. Odeszłaś nie dlatego, że było łatwo, ale dlatego, że chciałaś ocalić siebie i syna. I to jest odwaga, której nie da się przeliczyć na nic: ani na majątek, ani na wspomnienia, które czasem lepiej, że zniknęły.
To, że miałaś wsparcie rodziny, przyjaciela, Centrum Praw Kobiet to nie umniejsza Twojej decyzji. To tylko pokazuje, jak bardzo człowiek potrzebuje choć jednego punktu oparcia, by wydostać się z życia, które boli. Zabrałaś tylko siebie i dziecko, ale zabrałaś też przyszłość, która już nie musiała się bać. I to jest wielka rzecz.
Masz rację co do filmu on jest potrzebny, ale ostry. Taki, który można obejrzeć, ale nie powinno się zostawiać z nim młodych bez rozmowy. Sam obraz potrafi zranić, jeśli nie ma słów, które pomogą go oswoić. Bez wsparcia dorosłego łatwo, by nastolatek wszedł w lęk, w wstyd, w poczucie, że świat jest tylko ciemny. A przecież chodzi o to, by zrozumiał, że z ciemności można wyjść.
I myślę sobie Twoja historia jest właśnie takim światłem.
Nie krzykliwym, ale tym, które świeci w ciszy. Pokazuje możliwość.
Dziękuję Ci, że ją zostawiłaś pod moim tekstem.
I że byłaś gotowa wypowiedzieć coś, co kiedyś pewnie bolało bardziej, niż ktokolwiek mógł zobaczyć z zewnątrz.
Jeśli zechcesz ….. jestem tu, żeby o tym porozmawiać więcej.